2013-10-30
W singla gram przez przypadek
Zapraszamy na wywiad Magdaleny Kojder z Przemkiem Wachą (fot.). Będzie to rozmowa o duńskiej ekstraklasie, o powrocie do singla oraz o… nocowaniu w namiocie podczas mistrzostw świata.


Przemek Wacha to obecnie jedyny Polak grający w jednej z najlepszych lig świata – duńskiej ekstraklasie. Nasz zawodnik występuje w klubie Greve Strands Badminton Klub – zdobywcy 3. miejsca w zeszłorocznych rozgrywkach. W zespole z Greve grają ponadto takie gwiazdy, jak Christinna Pedersen (medalistka olimpijska, medalistka mistrzostw świata) czy Kamila Rytter Juhl (medalistka mistrzostw świata).

Przemek, jak trafiłeś do ligi duńskiej? To, że masz zostać singlistą w tak silnej lidze zaskoczyło chyba wielu. Wyjaśnisz? Szukałeś pracy w Danii?
Nie. Nie szukałem. W zasadzie to już miałem grać w lidze francuskiej. Byłem po pierwszych rozmowach tam. Mieliśmy usiąść do ostatecznej rozmowy, ale w tzw. międzyczasie odezwał się do mnie Joachim Persson (pierwsza rakieta singla w Greve — red). Znamy się od lat, Greve poszukiwało zawodnika do… debla. Z opcją – dwa czy trzy razy – zagrania singla. I przyjąłem ofertę.
Debla? Czasami singla? Grasz jednak w singla cały czas. Skąd ta zmiana?
Po jakimś czasie klub mnie poinformował, że w ostatniej chwili odszedł od nich zawodnik, który miał grać na drugiej rakiecie. Zapytano mnie, czy nie zagrałbym w lidze jako drugi singlista. Zgodziłem się, bo innych opcji już właściwie nie było. Odmówiłem gry gdzie indziej.
Dwa pierwsze mecze ligowe — dwie porażki. Zrehabilitowałeś się w następnych dwóch – dwa zwycięstwa. Ciężko było się przestawić na singla?
Tak. Dość ciężko. Długo nie grałem gry pojedynczej, miałem kilka miesięcy przerwy. To dużo. Jak wiadomo, trenowałem tylko debla. I stąd pewnie te dwie porażki w lidze. Obecnie jest coraz lepiej, powoli przypominam sobie, jak się gra w singla (śmiech). Z ostatniego meczu jestem bardzo zadowolony.
Nie dziwię się. Zmiażdżyłeś przeciwnika, to był nokaut. Może jednak wrócisz do singla?
W życiu!
Dlaczego nie? O bieganie chodzi? Czujesz się staro?
Tak, o bieganie. W singlu wszystko trzeba wybiegać. W debla też całkiem mocno trzeba harować. Jednak, jeśli w singlu nie wybiegasz meczu, to nie wygrasz. Myślę, że nie dałbym rady już tak. Zaczynam trochę odczuwać to bieganie, zawsze daję z siebie 110 procent na boisku. Mam nadzieję, że zdrowie jednak pozwoli dokończyć sezon. Swoją drogą, jak tak teraz patrzę na to, jak inni grają w singla, na tym najwyższym poziomie, to tak szczerze się zastanawiam, jak ja mogłem całe życie grać w singla? (śmiech).
To może mikst?
No nie. Ta gra to już zupełnie nie jest dla mnie. Kiedyś próbowałem we Francji grać miksta. Zupełnie mi to nie wychodziło. Dlatego miksta zostawmy innym. Np. Robertowi Mateusiakowi.
No dobrze. To tak poważniej teraz — jak ci się podoba liga duńska? Czy różni się od innych lig, w których grałeś?
Tak, zdecydowanie się wyróżnia profesjonalizmem. Wszystko jest tutaj na bardzo wysokim poziomie: gra zawodników, organizacja samej ligi czy kibice. Atmosfera w drużynie też jest znakomita. Wydaje mi się, że inne kraje europejskie także stają się coraz bardziej profesjonalne – np. Francja czy Rosja. Jednak duńska ekstraklasa jest zdecydowanie najlepszą ligą, w jakiej grałem.
Wspomniałeś o kibicowaniu. Czytelnicy BadmintonZone mieli okazję zobaczyć, jak świetnie potrafią się bawić kibice podczas meczów. Zamieściliśmy filmik z meczu z TSS . Ty bawiłeś się razem z nimi – bez słów póki co. A jak z językiem duńskim? Podoba ci się? Podłapałeś już jakieś słówka?
Język duński to dla mnie póki co absolutna abstrakcja. Znam jedynie słowo „tak”, bo to znaczy „dziękuję”.
I nawet żadnych przekleństw koledzy nie nauczyli?
Oj, oni dobrze znają polskie! Może nauczą się jeszcze innych… gdy będę grał i przegrywał (śmiech).
Wracając do tematów sportowych. Zdaje się mieliście cel, razem z Adamem Cwaliną, znaleźć się w pierwszej 30. światowego rankingu. Cel osiągnięty. Rozmawiamy, gdy jesteście numerem 25. Jaki teraz cel? Nr 10?
10? Nie, nie, nie (śmiech). Ostatnio nawet rozmawialiśmy na ten temat z Adamem. Tak poważnie – stawiamy sobie za cel utrzymać się teraz w tej 25. Odpada nam trochę punktów za turnieje teraz, dlatego to nie będzie łatwe zadanie. Ale oczywiście będziemy się starać grać jak najlepiej i piąć się wyżej. Konkurencja nie śpi.
Jakie macie najbliższe plany turniejowe?
Przełom października i listopada — Bitburger Open w Niemczech. Potem mam kolejną odsłonę duńskiej ekstraklasy – 2. rundy. W listopadzie chcemy potrenować jeszcze mocno w Polsce, bo cały wrzesień i październik głównie graliśmy. W grudniu zagramy w Irlandii i we Włoszech.
Napięty grafik. Jednak na Mistrzostwa Świata do Azji nie polecieliście. Jak wiadomo PZBad do ostatniej chwili szukał środków na ten wyjazd, nie udało się. Nie chcieliście pojechać za własne środki?
Nie. Bo już jeździmy na turnieje za własne pieniądze. Mieliśmy nadzieję, że znajdą się środki na taką imprezę jak Mistrzostwa Świata, ale niestety – nie zagraliśmy. To był bardzo drogi wyjazd…
No tak, Chiny, daleko. W przyszłym roku Mistrzostwa Świata będą w Kopenhadze!
Kopenhaga blisko, to na pewno będziemy.
Żeby było taniej… mogę was przenocować – np. rozłożyć namiot w ogródku.
Skoro już sobie tak żartujemy to może, żeby było jeszcze taniej, zostanę po lidze? (śmiech). A tak poważnie, wracając do tematu środków. Za cenę wyjazdu do Chin pojechaliśmy na cztery mniejsze turnieje. Niestety, taka jest rzeczywistość. Na badminton są takie nakłady, a nie inne. Wszystko rozchodzi się o pieniądze. I my zawodnicy najlepiej to wiemy. Ale co zrobić?
W takim razie powodzenia. Tillykke! Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.

Fot. © BadmintonPhoto.com (archiwum)

Magdalena Kojder

© BadmintonZone.pl | zaloguj