|
2013-06-16
Turnieje krajowe – reaktywacja?
Niedawno padło hasło – jak zrobić żeby ligowy badminton znów
się cieszył prestiżem? Ba, żeby w ogóle było komu w tej lidze grać? Liga ligą,
a co z turniejami krajowymi w których startuje ostatnio zaledwie kilka osób?!
Wszystko rozbija się oczywiście o pieniądze – tych nie ma i nie będzie. Nic to, polska rzeczywistość, trzeba szyć na miarę. Tylko jak? Skupmy się na faktach – turnieje krajowe, w obecnej formie, w ogóle nie mają racji bytu. Strata czasu – dla organizatorów, dla zawodników, którzy bardzo często przekonują się, że przyjechali na miejsce na darmo. Ale tak to jest, jeśli w turnieju startuje np. 6 osób! Tak, to nie jest żart — 6 osób! Trzeba coś ewidentnie zmienić, PzBad także to widzi i też planuje coś w tej kwestii zrobić. Koniecznie! No to może parę liczb. Turnieje krajowe Elity. Luty — Zamość – startuje 9 zawodników, Marzec – Suchedniów – nadal 9, kwiecień – 6 (chyba nie trzeba wspominać, że nawet nie udaje się rozegrać wszystkich gier; oczywiście pokrzywdzeni są specjaliści od gier podwójnych). Idę dalej. Nigdzie nie mogę znaleźć wyników z maja, w kalendarzu – turniej krajowy – na stronie organizatora cisza, na stronie Związku także – śmiem twierdzić, że turniej się nie odbył. Co się dzieje z zawodnikami Elity? Najlepsi grają zagranicą – OK, usprawiedliwieni, inni – rozgrywki ligowe, także te zagraniczne, kolejni trenują młodsze pokolenia zawodników, a co z resztą? Czy to tylko kwestia braku pieniędzy na wyjazdy? Jest jeszcze jakaś reszta? W Polsce między zawodnikami kadry trenującymi w Warszawie a resztą kraju jest ogromna przepaść. Oni sobie, reszta sobie. Z całą pewnością ci pierwsi nawet nie odczuwają braku wspomnianej „reszty”, ale ci drudzy mogliby częściej niż raz w roku stawać w szranki z najlepszymi. Czy jest na to lepsze miejsce niż turniej krajowy? „Nikt nie gra w tych turniejach. Nawet gdybym chciał pojechać za własne pieniądze — czy będę miał z kim grać? Na Mistrzostwa Polski można pojechać, ale na krajowe V kat.? Po co?” – to wypowiedź jednego z zawodników, którego zapytałam, dlaczego nie gra w turniejach krajowych. „Nie pamiętam żeby ktoś z czołówki zagrał w turnieju krajowym. Inni zawodnicy klubowi pewnie chcieliby pograć z nimi, ale gdzie?” – pyta retorycznie jedna z zawodniczek. „Nie jeździmy, bo nie ma na to kasy”- dodaje. No tak – kasa. Z tym problemem borykają się także ci szkolący najmłodszych adeptów badmintona. „Brakuje pieniędzy dosłownie na wszystko” – podsumował w rozmowie ze mną rodzic dziecka, które gra w klubie, w kat. Młodzików. No dobrze – brakuje, ale dzieci grają, oj grają. W turniejach najmłodszych startuje mnóstwo badmintonistów. To samo jest w kat. Seniorów. Na turnieje, co miesiąc, bardzo często przyjeżdża ponad 100 zawodników – styczeń 118 grających, marzec – ten sam Suchedniów — 125 startujących. Co prawda grających seniorów z całą pewnością przyciąga atmosfera tychże turniejów, ale to nie jest tylko takie sobie odbijanie i oczekiwanie na wieczorek integracyjny. Już w tym sezonie zdarzyły się takie turnieje seniorów, gdzie organizator zapewniał tylko rywalizację sportową. A frekwencja? Ponad 100 osób. Dzieci grają, seniorzy grają, Elita też może… Tylko – jak już wspomniałam — trzeba szyć coś na miarę. Moja propozycja? Zmienić system turniejowy – skupię się w tej chwili jedynie na turniejach krajowych. Konieczna jest reorganizacja kalendarza startów. Moim zdaniem:
Pieniędzy, tak jak już wspomniałam, nie
przybędzie zapewne. Ale logistyka jest do ugryzienia. Gdzieś nam ta młodzież
grająca ginie, owszem wraca, na turnieje Seniorów, ale to trochę za późno ;)
Badminton może stać się popularnym, a nawet powszechnym, ale niech go ktoś
zobaczy! Bo na razie nie ma czego i gdzie oglądać. Raz na 4 lata w IO, w TV, to
trochę mało. Fot. © Paweł Staręga (archiwum) Magdalena Kojder |
|
| © BadmintonZone.pl | zaloguj | |