|
2020-08-26,
Paryż
Z archiwów BadmintonZone - zdarzyło się 10 lat temu
MEGASENSACJA W SINGLU PAŃ
26.08.2010. Dopiero w czwartek, kiedy rozgrywano 1/8 finału indywidualnych mistrzostw świata, doszło do sensacji na skalę większą niż wtorkowa porażka polskiego miksta. Sprawczynią była rozstawiona z numerem 10 Japonka Eriko Hirose (fot. 1.). Na głównym korcie pokonała po fantastycznej grze rozstawioną z numerem 1 główną faworytkę do złota, liderkę rankingu BWF — Wang Yihan (ChRL).
Japonka nie załamała się minimalną przegraną w dogrywce pierwszej partii i kontynuowała swoją uporczywą walkę przeciwko dużo potężniejszej fizycznie rywalce. Dzięki znakomitemu przygotowaniu szybkościowemu i "trzymaniu" lotki w korcie wygrała kolejne dwa sety. Pojedynek trwał godzinę i 16 minut. Nie sposób nie zauważyć, że niezbyt jeszcze doświadczona Chinka zawodzi na najważniejszych imprezach. Rok temu na indywidualnych mistrzostwach świata odpadła w drugiej rundzie, a parę miesięcy temu, w drużynowym Pucharze Uber, przegrała z młodą Koreanką, co przyczyniło się do sensacyjnej porażki faworytek. Wielki zawód przeżyła jedna z coraz mniej licznych w turnieju singlistek europejskich — rozstawiona z numerem 8 Juliane Schenk (Niemcy). Niemka zgarnęła pierwszego seta w pojedynku z Tajwanką Cheng Shao-Chieh (fot. 2.) i po odpuszczeniu nieco drugiego zaczęła, wydawałoby się — miażdżącą ofensywę w trzecim, prowadząc do przerwy 11:5 i jeszcze 17:12. Mała, ale równie bojowa jak Niemka, reprezentantka Tajpeju, nadrabiała szybkością, a nawet padami wykonywanymi (czasem seryjnie, jak Lin Dan!) w męskim stylu. Przy prowadzeniu 18:17 Schenk zaatakowała bardzo groźnym skrótem po przekątnej, ale lotka trafiła w taśmę i nie przeszła na stronę Cheng. Rozżalona na siebie Niemka otrzymała ostrzeżenie od sędziego za opóźnianie gry (żółta kartka). Wszystko to jakby podcięło jej skrzydła (fot. 3.), chociaż jest zawodniczką odporną psychicznie. Tajwanka wkrótce zdobyła dwudziesty punkt, ale Schenk zdołała przy aplauzie publiczności obronić pierwszego meczbola. Było już tylko 20:19 dla Azjatki i Schenk zaatakowała jeszcze raz. Cheng wybiła rozpaczliwie lotkę gdzieś "pod sufit", na środek boiska. Spadająca niemal pionowo lotka może być jednak trochę nieprzyjemna, zwłaszcza w tak nerwowym momencie, mimo że wydaje się 100-procentową okazją. Azjatka bezradnie patrzyła, jak Niemka składa się do ścięcia. Lotka trafiła w siatkę, publiczność wydała jęk zawodu, a Cheng zaczęła taniec radości. Dla francuskiej publiczności jednak meczem dnia był inny pojedynek singla kobiet, w którym jej ulubienica, rozstawiona z numerem 5, brązowa medalistka poprzednich mistrzostw świata Pi Hongyan (fot. 4., Francja) zmierzyła się z młodą Koreanką Kim Moon Hi. W trakcie pierwszego seta Koreanka uciszyła nieco widownię, nie pozwalając ani razu wyjść Pi na prowadzenie i wygrywając 21:16. W drugim secie zaczęło się gospodarzom robić niewesoło, choć dopingowali silnie swoją ostatnią przedstawicielkę w turnieju, bo Azjatka wyszła na prowadzenie 13:9. Pi ocknęła się i wreszcie zaczęła grać bezbłędnie, co ożywiło nadzieje publiczności. Gdy zmniejszyła dystans do dwóch punktów, siedzący obok mnie dziennikarz francuski wykrzyknął: — Teraz albo nigdy! Hongyan jakby natchniona tymi słowami, których nie mogła słyszeć, zdobyła osiem punktów z rzędu i objęła prowadzenie 17:13. Koreanka już się nie otrząsnęła i przegrała do 15. W trzeciej partii historia się trochę powtarzała, bo Kim prowadziła do przerwy 11:8. Wtedy znów Pi skoncentrowała się i znów zdobyła osiem punktów z rzędu. Rozstrojona Koreanka wyrzucała co chwilę lotki na aut i przegrała ostatecznie do 14. Ciekawostkę stanowi fakt, że coachem Kim Moon Hi jest Kim Ji Hyun, trenerka odpowiadająca w kadrze Korei za gry pojedyncze. Otóż Kim Ji Hyun była prowadzącym zajęcia wykładowcą podczas Badminton Europe Summer School zorganizowanego w Warszawie w 2008 roku. Wprawdzie nie ma już Koreanek w grze pojedynczej, ale udało się im dotrzeć do ćwierćfinału debla i to w dwójnasób. Oprócz Ha Jung Eun i Kim Min Jung, także młodsze Hyun Young Yoo i Jung Kyung Eun. Te ostatnie sforsowały trudną przeszkodę w osobach znakomitych Rosjanek, Walerii Sorokiny i Niny Wisłowej. Mające większe wsparcie widowni Rosjanki przegrały właściwie na własne życzenie. Po wygraniu pierwszej partii prowadziły w drugiej 17:12 i przegrały do 19. A w trzeciej nie wykorzystały meczbola i chociaż potem zdołały same obronić cztery — przegrały 24:26. Z obawą patrzyłem na trenerkę Rosjanek, Klaudię Majorową, bo na jej miejscu można by było dostać zawału. Na zdjęciu 5. widzimy Wisłową rozpaczającą po tym, gdy nie udało się jej wybronić przed serią zbić Azjatek. Niestety w ten sposób nikt z Rosjan nie pozostał w turnieju, bo Ełła Diehl, choć grała bardzo dobrze, ale może nazbyt nerwowo, nie dała rady Sainie Nehwal (fot. 6., Indie, 2), a Anastazja Russkich, z partnerującą jej Petią Nedełczewą (Bułgaria), przegrały z dużo wyżej notowanymi Japonkami, Miyuki Maedą i Satoko Suetsuną. Anastazja i Petia były do tego stopnia załamane porażką, że zdesperowane uciekły bocznym przejściem przed czekającymi na nie dziennikarzami. Indywidualne mistrzostwa świata w badmintonie. YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events.Wyniki w serwisie tournamentsoftware.com. Fot. © BadmintonPhoto; Janusz Rudziński, BadmintonZone.pl (live) jr |
|
| © BadmintonZone.pl | zaloguj | |