|
2019-01-23
Z archiwów BadmintonZone - zdarzyło się 10 lat temu
BADMINTON PO KOREAŃSKU
23.01.2009. Niedawno w Korei bawiła Martyna Wróblewska, studentka Uniwersytetu Warszawskiego, badmintonistka AZS UW. Jej uprzejmości zawdzięczamy krótki reportaż nt. tamtejszego badmintona w jego bardziej powszechnym i codziennym wydaniu. Przypomnijmy, że dopiero co relacjonowaliśmy Super Series jako wielkie światowe wydarzenie badmintonowe w Seulu z udziałem Przemka Wachy jako jednego z głównych aktorów. Nie zapominamy też, że trenerem polskiej reprezentacji jest Koreańczyk Kim Young Man (fot.).
Już na samym początku chciałam jasno i wyraźnie zaznaczyć, że niestety ekspertem badmintonowym nie jestem. Nie jestem również fanatykiem azjatyckiego sposobu gry ani nie śledzę osiągnięć skośnookich na zawodach. Wiem jedynie, że Koreańczycy znajdują się w czołówce światowych badmintonistów i to w sumie byłoby wszystko. Zostałam jednak poproszona o krótki reportaż z Korei (Południowej oczywiście:-)), dotyczący właśnie tego sportu. Będzie to więc wyłącznie laickie spojrzenie na ten kraj i jego stosunek do badmintona. W Korei spędziłam trzy wspaniałe tygodnie na przełomie listopada i grudnia. Pojechałam odwiedzić mojego znajomego, który był w Seulu na wymianie studenckiej i po prostu muszę się przyznać, że miałam niesamowite wakacje. Większość czasu spędziłam w Seulu, ale polecieliśmy sobie też na południe na wakacyjną wyspę Jeju (czytamy dżedżu:-)) i pojeździliśmy trochę dookoła Seulu. Chociaż badminton jest w Korei znany i rozpowszechniony, to jednak nie spotkałam się z żadnym szaleństwem na jego punkcie. Z moich obserwacji wynika, że Koreańczycy również bardzo lubią pokopać sobie biało-czarną piłkę czy pograć w koszykówkę. Nie zmienia to jednak faktu, że boiska do badmintona są po prostu wszędzie. Zacznijmy od sal gimnastycznych. Prawie każdy uniwersytet, których już w samym Seulu jest chyba ze trzy razy więcej niż w Warszawie, dysponuje salą gimnastyczną z wieloma boiskami do gry w badmintona. Wszystkie utrzymane są w nienagannym stanie (jak niemal wszystko w tym kraju). Z informacji, które otrzymałam, a szczerze mówiąc zdobycie ich było bardzo trudne, bo mój zasób słownictwa koreańskiego ogranicza się do jakichś 3-4 słów, każdy student może tych kortów używać do woli. Wystarczy jedynie umówić się na określoną godzinę. Ja niestety nie skorzystałam, z braku czasu, partnera i sprzętu. Oprócz boisk uniwersyteckich w badmintona można również pograć np. w parku. Nie każdy musi przecież być studentem, a ochota na grę może najść każdego. Prawie w każdym większym parku, który zwiedzałam, znajdowały się przynajmniej cztery zadbane boiska badmintonowe. I to nie z jakąś rozwalającą się siatką i startymi liniami, ale boiska w pełnej krasie. Bardzo rzadko zdarzało się, aby były one "połączone" z boiskami do innej gry, tak jak to często zdarza się u nas. Boisko do badmintona to jest boisko do badmintona i do niczego innego. Jedyny problem związany jest chyba tylko z faktem że Seul jest miastem bardzo wietrznym, a boiska te znajdują się na wolnym powietrzu w parku. Zdawało się to jednak nikomu nie przeszkadzać i zazwyczaj wszystkie były zajęte. Warto wspomnieć, że na boiskach grają nie tylko młodzi ludzie, ale także starsze małżeństwa, zakochane pary czy rodzice z dziećmi. Jest to po prostu jedna z popularnych form spędzania wolnego czasu w parku. Koreańczycy wybierają się na spacer i ich nieodłącznym wyposażeniem są rakietki pod pachą, zwłaszcza w niedzielne popołudnie. Zdarzało się również, że pojedyncze boiska do badmintona widziałam w samym mieście, na czyimś podwórku czy przed blokiem. Dodatkowo, z moich poszukiwań internetowych wynika, że w samym Seulu działa bardzo wiele szkółek i klubów badmintonowych, które cieszą się nawet sporym zainteresowaniem. Jeżeli chodzi o sklepy ze sprzętem, to każdy sklep sportowy wyposażony jest w ogromną ilość produktów badmintonowych, takich jak rakietki, lotki czy ciekawe gadżety do gry. Dział z badmintonem znajduje się zazwyczaj w najważniejszym miejscu w sklepie. Można kupić głównie sprzęt Yonexa, ale pojawiają się też inne firmy. Zazwyczaj sprzęt jest bardzo dobrej jakości i nie zdarzyło mi się znaleźć w żadnym sklepie takich tanich zestawów rakietek i lotek dla dzieci, które w Polsce za 10 zł kupimy w każdym supermarkecie. Na koniec mogę jeszcze tylko napisać, że w porównaniu z Europejczykami stosunek Koreańczyków do badmintona jest zupełnie inny. W Europie (np. w Portugalii) zdarzyło mi się rozmawiać z osobami, które nie miały pojęcia, co to jest za sport. Musiałam wtedy wyjaśniać im krok po kroku, co to w ogóle jest gra w badmintona, że w skrócie polega ona na odbijaniu lotki rakietką na drugą stronę boiska. Jestem natomiast pewna, że pytając się jakiegokolwiek Koreańczyka o rozgrywki badmintona, otrzymamy obszerne sprawozdanie z aktualnej sytuacji. Zniknie typowe dla nich zakłopotanie czy zmieszanie, związane z rozmową z cudzoziemcem. Nie pojawi się również — jakże często słyszane — zdanie Sorry, me don't speak English :-) Martyna Wróblewska Fot. © Janusz Rudziński, BadmintonZone.pl (archiwum) jr |
|
| © BadmintonZone.pl | zaloguj | |