2012-12-31, Warszawa
"Babingtoniści" żegnają z żalem "Uniwersytet"
Badmintoniści zawsze wkurzają się, gdy pisze się "babington" albo "badbington". Takie spostrzeżenie możemy przeczytać w pożegnalnym numerze pisma studentów UW "Uniwersytet".

Cytowany Bartosz Bolesławski nie wspomniał o jeszcze jednym, najczęstszym błędzie, tj. przekręceniu nazwy badmintona na badmington. A uwaga redaktora Bolesławskiego, który przez kilka lat znakomicie opisywał sukcesy i — rzadziej — porażki badmintonistów Uniwersytetu Warszawskiego, jest być może dalekim echem błędu redakcji wspomnianego miesięcznika. Kilka lat temu opublikowano tam skrót telefonicznej wypowiedzi niżej podpisanego, używając w tytule wersji badmington i — co gorsza — podpisując jego nazwiskiem cały tekst.
Świadom, że błąd ten (badmington) niegdyś nagminnie popełniali nawet sami Anglicy, zwróciłem Redakcji jedynie bardzo delikatnie uwagę (i naprawdę nie byłem bardzo wkurzony). Być może właśnie ten "incydent" został zapamiętany w łonie redakcji "Uniwersytetu" i urósł do wyolbrzymionych rozmiarów.
Inna sprawa, że Bartosz Bolesławski ma stuprocentową rację. Babington i badbington absolutnie nie uchodzą. Inne dysortograficzne produkty, oprócz wyżej wymienionych,  to badbinkton, badminkton i babinkton.
Dziękując bardzo Redakcji "Uniwersytetu" za publikacje o badmintonie uniwersyteckim i AZS (oprócz relacji z zawodów zamieszczono m.in. wywiady z Anną Szymańską i Mateuszem Dynakiem), w których oprócz Bartosza Bolesławskiego wyróżniła się również Katarzyna Majewska, mogę jedynie wyrazić żal z powodu zamknięcia tego rozdziału historii prasy akademickiej. Tym bardziej że ze strony tej Redakcji nie groziło już przecież przekręcenie nazwy naszej ulubionej gry.

Źródło ilustracji: "Uniwersytet". Miesięcznik warsztatowy Wydziału Polonistyki UW.

Janusz Rudziński

© BadmintonZone.pl | zaloguj