|
2018-04-03,
Warszawa
Z archiwów BadmintonZone - zdarzyło się 10 lat temu
"SPAŁA" MIĘKKO WYLĄDOWAŁA W WARSZAWIE (Podsumowanie Yonex Polish Open 2008)
3.04.2008. 32. Otwarte Mistrzostwa Polski nabrały szczególnego charakteru dzięki kilku okolicznościom. Po pierwsze, stanowiły etap kwalifikacji olimpijskich. Przyciągnęły m.in. dzięki temu plejadę zawodników czołówki europejskiej (co prawda bez megagwiazd, np. z Danii) oraz liczących się zawodników z Azji i innych kontynentów. Sprzyjało temu i to, że były najwyżej punktowanym turniejem na świecie w marcu od momentu zakończenia turnieju Superseries w Szwajcarii (11-16.03.2008). Była nawet szansa występu sławnego Koreańczyka Lee Hyun Ila (obecnie nr 9 na liście światowej), ale ostatecznie zwycięzca tegorocznego turnieju Superseries w Seulu wycofał się.
Zawody w Polsce cieszą się długą tradycją i w przeszłości występowali w nich — niekoniecznie z pełnym powodzeniem — późniejsi czempioni MŚ i olimpijscy. Zapewne wśród uczestników Yonex Polish Open 2008 odkryjemy w ciągu najbliższych kilku lat medalistów igrzysk i mistrzostw świata. Jednym z nich może być szykowany na następcę Taufika Hidayata junior z Indonezji Hayom Rumbaka, który przegrał w Warszawie już w kwalifikacjach. Chcielibyśmy jednak, by tymi medalistami okazali się jak najszybciej zawodnicy polscy. Turniej wniósł wiele do określenia sytuacji części zawodników w walce o start na Igrzyskach. Jeśli chodzi o Polaków, miał mieć tu duże znaczenie w grach podwójnych. Debel Michał Łogosz i Robert Mateusiak (fot. 1) oraz mikst Mateusiak, Nadia Kostiuczyk wykonały plan w stu procentach, co korzystnie wpłynęło na ich sytuację. Nie udało się osiągnąć zamierzonego celu, tj. zwycięstwa w zawodach, deblowi Kamila Augustyn, Kostiuczyk. Znajduje się on w trudnym położeniu, gdyż konieczne jest zajęcie bardzo wysokich miejsc w pozostałych zawodach. Sytuacja byłaby jeszcze gorsza, gdyby nie porażka rywalizujących z Polkami Rosjanek — Jekateriny Ananiny i Anastazji Russkich — we wczesnej fazie turnieju (potknęły się w meczu z Indonezyjkami, późniejszymi pogromczyniami Kamili i Nadii). Punkty "olimpijskie" zdobyła Augustyn w grze pojedynczej, gdzie próbuje szukać kolejnej szansy na start w Pekinie. Po drugie, zawody w Warszawie odbywały się niedługo po jednym z największych sukcesów w karierze Przemysława Wachy (fot. 2.) Jego udział w turnieju nie był niezbędny z punktu widzenia kwalifikacji olimpijskich, natomiast stanowił dodatkową atrakcję dla publiczności, a także mediów. Zawodnik jednak odczuwał niepokojące bóle przed i w trakcie swojego pierwszego pojedynku. Mimo kłopotów postanowił się nie oszczędzać i wyjść do kolejnego spotkania. Przegrał je ze swoim wielokrotnym przeciwnikiem, Władysławem Drużczenką (Ukraina), którego styl gry chyba mu nie odpowiada. Charakterystyczne, że z Ukraińcem Przemek przegrał też w zeszłym roku podczas decydującego o mistrzostwie ligi niemieckiej spotkania we własnej hali. Wówczas także miał kłopoty zdrowotne, ale możliwe, że presja osiągnięcia dobrego wyniku na swoim terenie nie pozwoliła wystarczająco skupić się Wasze na grze. Wedle opinii trenera Kim Young Mana, Wacha miał w Warszawie większe kłopoty właśnie wynikające z presji okoliczności na jego psychikę niż z dolegliwości kolana, choć te również odegrały pewną rolę. Potwierdzać to może również porażka Wachy z nieco słabszym od niego Bjoernem Joppienem podczas towarzyskiego meczu Polska-Niemcy w Warszawie w listopadzie 2006 roku. Zawody odbywały się wtedy przy trybunach szczelnie wypełnionych publicznością oczekującą zwycięstwa swojego ulubieńca. Odpadnięcie mistrza Polski już w drugiej rundzie stanowiło niewątpliwie zawód, ale zostało częściowo zrekompensowane znakomitą grą pary deblowej Adam Cwalina, Wojciech Szkudlarczyk, która pokonała faworyzowanych rywali, by dotrzeć do finału przeciwko Łogoszowi i Mateusiakowi. Także duet Łukasz Moreń, Michał Rogalski dał pokaz dobrej gry, tylko nieznacznie ulegając Cwalinie i Szkudlarczykowi. Po trzecie, Polish Open przeniesiono w tym roku ze Spały do Warszawy. PZBad z pełnym przekonaniem dokonał tego ruchu i komentarze są bardzo przychylne. Pytany przez reportera radiowej Trójki o to, jak mu się podobają mistrzostwa Polski w stolicy, Michał Łogosz powiedział: — Bardzo fajnie zrobione. Cieszę się, że są w Warszawie, bo coraz więcej ludzi zaczyna przychodzić (...) ten sport oglądać. W Spale jest też bardzo fajny klimat, ale nie ma widowni, nie ma ludzi. Jest (tutaj) telewizja, są media, jest radio. Tak że — mam nadzieję — to się przyczyni do propagowania tej dyscypliny. Robert Mateusiak ocenił imprezę w rozmowie z Trójką "bardzo wysoko. Jesteśmy bardzo mile zaskoczeni. (...) Teraz w końcu po latach wrócił badminton do Warszawy i udało mi się od razu (...) wystąpić w dwóch finałach (...). Nic bardziej wymarzonego nie mogło mi się przytrafić i jak widać publiczność też dopisała. Wczoraj pełna hala praktycznie, dzisiaj ludzie też dopisali przy niedzieli. (...) Miejmy nadzieję, że ta impreza powróci do Warszawy na długo. Z przeniesienia zawodów do Warszawy (oraz hali i licznej publiczności) był także zadowolony zwycięzca gry pojedynczej, Marc Zwiebler (fot. 3.). (It was really nice to play here, in Warsaw. Especially since the hall is really good and Warsaw is very nice: much better than Spala, which is so small. Here, there is a lot of people, good spectators, good crowd, wypowiedź Niemca zamieścił międzynarodowy portal Badzine.info). W każdym razie po tych zawodach Polish Open przestanie być kojarzone wyłącznie ze Spałą. Określenie "Spała" było jeszcze w przeddzień mistrzostw używane z przyzwyczajenia jako synonim otwartych mistrzostw Polski. Zdarzało się to nawet osobom z kierownictwa PZBad, zaangażowanym w przemieszczenie imprezy. Po czwarte, zawody nabrały nowego wymiaru technologicznego. Sędziowie prowadzący zostali wyposażeni na czas imprezy w poręczne elektroniczne "notesy" (fot. 4.) zastępujące dawne protokoły. Ta nowoczesna technika okazała się zbawienna w przypadku Adama Jaszkowskiego, który mógł pracować jako sędzia prowadzący pomimo ręki w gipsie. Okazało się, że dzięki temu elektronicznemu padowi wystarczy tylko wciskać i tyle — opisuje sędzia, który nie byłby w stanie wypełniać tradycyjnego papierowego protokołu. - Operowanie tym urządzeniem wzbudza pewien lęk, bo całe życie pracowaliśmy na papierze, wpisywaliśmy w protokoły, a tu trzeba zaufać nowemu systemowi. Ale po pierwszym meczu, zyskuje się na pewności i sprawniej wszystko idzie. W dodatku można zaznaczać to, w jaki sposób zakończyła się wymiana, jakim zagraniem zwycięzcy akcji. To dobre dla statystyk, może być pomocne dla trenera. No i to też oczywiście mnie bawiło — przyznaje Jaszkowski. Jednak nie tylko "gadżety" sędziowskie sprzężone z internetowym Live Score pozwalającym na śledzenie na bieżąco przebiegu meczu na drugim krańcu świata za pomocą Internetu stanowiły o klasie wyposażenia imprezy. Sponsor tytularny, Yonex, zadbał o przywiezienie nie tylko wspomnianego oprzyrządowania, ale także mat turniejowych użytych ostatnio na topowym turnieju Super Series — All England Open Championships w Birmingham. Jak podsumować występy Polaków? Oddajmy głos innym... - Chciało się więcej, ale zdobyli tyle, ile zdobyli — mówi z westchnieniem trenerka reprezentacji Polski, Klaudia Majorowa. — Na pewno dobry mecz Mateusiaka i Kostiuczyk w finale z parą indonezyjską. Bo ładnie zagrali, na pełnej koncentracji, na dużej szybkości i dlatego taki dobry wynik. No i młodzi zawodnicy: Szkudlarczyk, Cwalina w 1. secie finału też się sprawdzili. W drugim już pobudzenie spadło i było trudniej, ale ładnie zagrali, są w dobrej formie — widać to. W turnieju wystartowała szóstka polskich juniorów. — Między nimi a seniorami istnieje na razie przepaść — ocenia trenerka kadry narodowej juniorów Bożena Haracz. — Polish Open to zbyt mocna impreza dla nich, by oczekiwać już sukcesów i wyciągać daleko idące wnioski. Od niektórych oczekiwałam jednak nieco lepszej gry Najlepsi juniorzy mają potencjał, ale czeka ich wiele lat pracy, żeby dorównali najlepszym. Syntetyczną ocenę można znaleźć również np. w pięciominutowej relacji nadanej w niedzielę w audycji "Trzecia strona medalu" (Trójka, Polskie Radio). W tenisie klapa (...), ale w badmintonie za to całkiem, całkiem nieźle. Międzynarodowe mistrzostwa Polski wróciły do Warszawy. W tym roku były wyjątkowo interesujące, bo o punkty do rankingu dającego awans olimpijski walczyli nasi badmintoniści. Michał Łogosz i Robert Mateusiak wygrali grę podwójną i zrobili kolejny krok w stronę Pekinu. (...) Zatem to były naprawdę udane mistrzostwa. Dwoma złotymi medalami na pewno mogli być usatysfakcjonowani Niemcy. Jedną z silniejszych ekip zagranicznych stanowili także Indonezyjczycy z PB Djarum. Mimo częściowych niepowodzeń poniesionych zwłaszcza na początku turnieju, w tym spektakularnej porażki debla Fran Kurniawan, Rendra Wijaya z Polakami, czerwono-biali byli zadowoleni z turnieju i hali (I think it was a good tournament, good stadium — mówił ich trener David Pohan (fot. 5.) cytowany przez Badzine.info). W cieniu warszawskiego International Challenge (bo tej rangi było Polish Open) grali w badmintona dziennikarze w swoich krajowych mistrzostwach. Medalowe miejsca zajęli: Kobiety: 1/ Aneta Kołaszewska, 2/ Iga Czenskowska, 3/ Barbara Pawłowska. Mężczyźni: 1/ Łukasz Szmel, 2/ Ryszard Rachlewicz, 3/ Maciej Wesołowski. 32. Otwarte Mistrzostwa Polski (Yonex Polish Open 2008), 27-30 marca 2008, Warszawa. International Challenge (3A). Turniej z cyklu Badminton Europe Circuit. Pula nagród 15 tys. dolarów. Fot. © Janusz Rudziński, BadmintonZone.pl jr |
|
| © BadmintonZone.pl | zaloguj | |