|
2017-01-23,
Warszawa
Z archiwów BadmintonZone - zdarzyło się 10 lat temu
PECHOWA REKRUTACJA TRENERA ZAGRANICZNEGO. GŁOS PREZESA PZBAD
23.01.2007. Otrzymaliśmy od prezesa Polskiego Związku Badmintona Michała Mirowskiego (fot.) oświadczenie w sprawie procesu poszukiwania trenera zagranicznego. Odnosi się ono do naszej informacji z 17 stycznia o wypowiedzi Prezesa dla białostockiego wydania "Gazety Wyborczej" i późniejszych wypowiedzi na ten temat na naszej stronie internetowej.
Chciałbym zacząć od zdecydowanego odcięcia się od próby interpretacji mojej wypowiedzi dla "Gazety Wyborczej" jako braku "potrzeby jakichkolwiek zmian" w odniesieniu do chęci i potrzeby ciągłego wzmacniania sztabu szkoleniowego polskiej reprezentacji badmintona. Należy tutaj jednak wskazać na dwa elementy tego procesu. Pierwszym są doświadczenie i kompetencje kandydatów, którzy mieliby wnieść dodatkową wartość w procesie szkoleniowym zawodników pretendujących do medali mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich (takich specjalistów jest naprawdę niewielu), a drugim są środki finansowe potrzebne na zatrudnienie takiego szkoleniowca. Polski Związek Badmintona już w 2005 roku wskazał na potrzebę wzmocnienia kadry szkoleniowej reprezentacji Polski. Do dnia dzisiejszego nic się w tym temacie nie zmieniło (również moja osobista opinia). W celu pełniejszego zobrazowania sytuacji krótko opiszę najważniejsze fakty dotyczące działań Związku w tej sprawie. W drugiej połowie 2005 roku w wyniku przeprowadzonego intensywnego procesu rekrutacji wyłoniono kandydata z Danii, który po wizycie i zachęcających rozmowach w Warszawie nie był jednak gotowy na podjęcie pracy w Warszawie w pełnym wymiarze godzin. Trener Pedersen proponował współpracę na zasadach konsultacyjnych, co w opinii Prezydium Polskiego Związku Badmintona (i mojej osobistej) nie odpowiadało potrzebom polskiej kadry trenującej w ośrodku. W 2006 roku proces rekrutacji, rozmów i poszukiwania odpowiednich kandydatów musiał rozpocząć się ponownie. Równolegle prowadzone były rozmowy z Ministerstwem Sportu w celu uzyskania zgody i środków finansowych na zatrudnienie obcokrajowca. Po finalnych rozmowach w kwietniu 2006 roku wyłoniono odpowiedniego kandydata — trenera chińskiego Zhou Juling. Odpowiednią dokumentację wraz z wnioskiem o zgodę na zatrudnienie trenera Zhou skierowano do Ministerstwa Sportu w dniu 22.05.2006. Po ponad 2 miesiącach intensywnych prób uzyskania pozytywnej decyzji i spotkaniach wniosek o dofinansowanie zatrudnienia trenera został zaakceptowany w sierpniu. Niestety, trener Zhou w międzyczasie (przed decyzją Ministerstwa) został zatrudniony przez federację francuską. To nie zatrzymało jednak działań Związku w tej sprawie. Od września 2006 ponownie rozpoczęto proces rekrutacji, prowadząc bezpośrednie rozmowy i konsultacje m.in. z biurem Azjatyckiej Federacji Badmintona, zastępcą prezydenta BWF Punchem Gunalanem i prezesami azjatyckich związków badmintona. Związek otrzymał kilka propozycji całkowicie niespełniających wymogów formalnych i potrzeb naszych najlepszych zawodników. Zaawansowane rozmowy prowadzone są tym razem z trenerem indonezyjskim. W styczniu 2007 okazało się, że w ramach funduszy przyznanych przez Ministerstwo Sportu na rok 2007 i potrzeby startów naszych zawodników w bardzo kosztownych turniejach z cyklu Super Series nie można w tej chwili znaleźć rezerwy na pełnoetatowe zatrudnienie trenera zagranicznego. To jest nowa sytuacja, z którą Związek musi się ponownie zmierzyć. W celu zatrudnienia trenera zagranicznego nie można dokonać redukcji liczby planowanych na rok 2007 ważnych startów zawodników kadry seniorów. Mogłoby to zagrozić ich pozycjom rankingowym i szansom na kwalifikacje olimpijskie. Sytuacja braku dodatkowych środków finansowych wymusza zawieszenie starań o pozyskanie zagranicznego trenera zatrudnionego w pełnym etacie. Moja osobista opinia w tej sprawie wyrażona w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" wskazuje na chwilową potrzebę zmiany stanowiska PZBad w kwestii warunków zatrudnienia na formułę czasowych pobytów i konsultacji w ramach posiadanych możliwości finansowych. Oczywiście takie podejście nie zmienia faktu, iż w przypadku pozyskania dodatkowych środków finansowych można znowu myśleć o zatrudnieniu trenera zagranicznego w pełnym wymiarze godzin, którego praca służyłaby zarówno podniesieniu umiejętności i wyników zawodników, jak i doskonaleniu umiejętności polskich trenerów. Myślę, że nasi najlepsi polscy zawodnicy objęci od 2005 roku stałym i bardzo kosztownym szkoleniem w Ośrodku Szkoleniowym w Warszawie (obejmującym także grupę bardzo uzdolnionych młodszych zawodników, w większości absolwentów SMS), uzupełnionym w roku 2006 o stałą opiekę psychologa i fizjoterapeuty, dostrzegają, że wspólnym celem władz Związku i zawodników jest osiąganie przez nich jak najlepszych wyników sportowych. Pozdrawiam Michał Mirowski Dziękujemy Prezesowi za zabranie głosu. Uważam, że powinien być wysłuchany z uwagą. Być może winne zaistniałej sytuacji są — jak wynika z oświadczenia — surowe limity Ministerstwa Sportu i kosztowne starty w Super Series. Jednak pozostaje faktem, że Związek nie wykazał się dotąd żadnymi realnymi efektami w długotrwałych działaniach na rzecz znalezienia na stałe dobrego zagranicznego szkoleniowca. Może należało prowadzić rozmowy równoległe z większą liczbą kandydatów, bo potem okazywało się nagle, że duńskiemu trenerowi chodzi o coś innego niż PZBad (chociaż — paradoksalnie — teraz to właśnie władzom PZBad chodzi o to, o co wtedy Pedersenowi), a Chińczyka "ukradli" Francuzi, więc "ponownie rozpoczęto proces rekrutacji". Taka sytuacja będzie nieuchronnie sprzyjać stawianiu zarzutów, rzucaniu podejrzeń.<br> A przecież np. w 1989 roku udało się sprowadzić do Polski Zhou Jun Linga, który przyczynił się znacznie do sukcesów polskiego badmintona. Mamy w naszym kraju w niedawnym okresie przykłady (z innych dyscyplin sportu) udanych transferów trenerów z zagranicy. Na tym tle sytuacja badmintona w Polsce rysuje się niekorzystnie: to, co udało się innym, nie udaje się obecnym władzom PZBad. Co gorsza, trener kadry narodowej nie jest faktycznie akceptowany przez część czołowych zawodników, którzy są sfrustrowani brakiem postępów na miarę możliwości. Siła polskiego badmintona głównie opiera się na sukcesach piątki zawodników, z których część może już myśleć o zakończeniu wkrótce kariery. Znajdujemy się teraz w apogeum możliwości polskiej reprezentacji seniorów, a wyniki ich młodszych kolegów zwiastują — obym się mylił — nadchodzący za jakiś czas poważny kryzys. Oczywiście władze PZBad ponoszą też odpowiedzialność za to, by nie zmienić trenera na gorszego, ale może warto np. — gdy inne metody zawodziły — wykorzystać wiedzę czołowych zawodników w poszukiwaniach trenera za granicą. Do czasu rozpoczęcia eliminacji olimpijskich pozostały 4 miesiące, a przecież trudno opierać się na improwizacji w przygotowaniach do walki o wielkie sukcesy. Janusz Rudziński Zob. też Wypowiedź prezesa PZBad zszokowała gwiazdy polskiego badmintona. Fot. © BadmintonZone.pl (archiwum) jr |
|
| © BadmintonZone.pl | zaloguj | |