|
2016-12-13,
Warszawa
List otwarty Andrzeja Zająca
Zamieszczamy — na prośbę warszawskiego trenera i działacza badmintona Andrzeja Zająca (fot.) — jego wystąpienie nadesłane do redakcji BadmintonZone.pl 13 grudnia 2016 r.
List otwarty do środowiska działaczy i trenerów badmintona w Polsce W sobotę 10 grudnia bieżącego roku odbył się XVI Krajowy Zjazd Polskiego Związku Badmintona, na którym wyłoniono nowe władze. Jako uczestnik, delegat klubu KU AZS WAT, chcę wyrazić swoją opinię o tym, co wydarzyło się na Zjeździe, a także skierować krótki apel do tych działaczy, którzy byli delegatami i tych, którzy w przyszłości będą podejmować decyzje podczas obrad kolejnych Zjazdów. Jak podczas większości tego typu wydarzeń rozegrała się batalia „polityczna” między kilkoma grupami o zdobycie władzy w Polskim Związku Badmintona. Ustępujące władze podjęły decyzję o kontynuowaniu swojej działalności. Podczas obrad mogliśmy ocenić dokonania dotychczasowego Zarządu i wydać orzeczenie o prawidłowości jego działań w postaci udzielenia, bądź nieudzielania absolutorium. W sprawozdaniu, które zaprezentowali członkowie ustępującego Zarządu, zostały przedstawione informacje o stanie finansowym Związku, o realizacji przyjętych wcześniej zadań i planach na przyszłość. Zamierzenia strategiczne przyjęte na początku kadencji jako program Zarządu były konsekwentnie realizowane, o czym mogliśmy się (jako delegaci) upewniać na zjazdach sprawozdawczych. Efektem tych działań było skuteczne zainteresowanie naszą dyscypliną i nawiązanie współpracy z wieloma przedstawicielami władz terytorialnych, jak i tych na szczeblu ministerialnym. Powstały programy, które są już realizowane, i powinny w niedalekiej przyszłości owocować rzeczywistym rozwojem badmintona w Polsce. Szczegóły są zawarte w materiałach udostępnionych delegatom. Skuteczność tych działań potwierdził obecny na Zjeździe przedstawiciel Ministerstwa Sportu i Turystyki. Przekazana została także informacja o zwiększeniu kwoty dofinansowania Związku z budżetu państwa. Wyniki sportowe osiągnięte przez polskich zawodników w imprezach mistrzowskich nie sprawiły euforii, ale nie przynosiły też wstydu. Ćwierćfinał pary mieszanej w turnieju olimpijskim jest wielkim wynikiem. Tak na marginesie, sądzę, że gdyby nie kadencja Marka Krajewskiego jako prezesa Związku i praca jego przyjaciół z Zarządu, nie byłoby tych sukcesów pary mieszanej ani na tej, ani na poprzedniej olimpiadzie. Pozostali nasi reprezentanci grają tak, jak potrafią i wydaje mi się, że nawet zagraniczni trenerzy niewiele by zmienili. W Polsce, co kiedyś wykazałem, posługując się statystyką, trenuje najmniej w Europie zawodników uprawiających badmintona w przeliczeniu na liczby mieszkańców. W dodatku, powiedzmy najdelikatniej jak to jest możliwie, skandaliczne zaniedbania ostatnio sprawujących władzę doprowadziły do zredukowania do minimum środków pozyskiwanych od Państwa. To są główne przyczyny, które sprawiają, że zmalał potencjał sportowy trenujących badmintona. Zła jest sytuacja finansowa trenerów, którymi są w zdecydowanej większości osoby pracujące na pełnym etacie w innej pracy, często w innym zawodzie. Dosłownie garstka osób utrzymuje się tylko z zawodu trenera. Trzeba przytomnie spojrzeć na nasze realia i na ich podstawie stawiać cele sportowe. Wracając do Zjazdu, sprawozdanie Zarządu w jednoznaczny sposób wykazało efektywną, skuteczną realizację strategicznych założeń. Także w aspekcie finansowym. Okazało się, że nie miało to najmniejszego wpływu na większą część delegatów. To, co wydarzyło się podczas obrad, było złamaniem pewnych racjonalnych zasad, którymi powinni kierować się delegaci. To, że powstały pewne grupy walczące o władzę, to nic nowego. Takie są reguły tego typu zgromadzeń. To, że zostały zawarte jakieś zakulisowe kontraktowe „umowy” wśród osób pragnących zarządzać Związkiem – jest to wpisane w tak zwaną demokrację. Ale nawet ustrój demokratyczny zakłada rządy światłej większości – to jest większości kierującej się rozumem dla dobra wspólnego. Ale to, że zdecydowana większość „umówionych” delegatów była „odporna” na racjonalną argumentację, na merytoryczne fakty, tego nie przewidziałem. Było to też niezrozumiałe dla życzliwych dla naszej dyscypliny zaproszonych gości w tym: Ministra w kancelarii Prezydenta, dyrektora w Ministerstwie Sportu, posła na Sejm. Celem Zjazdu powinno być rozliczenie z działalności ustępujących władz oraz doprowadzenie poprzez podjęte decyzje personalne do realizacji strategicznych rozwiązań optymalnych dla naszej dyscypliny. Stało się inaczej. Zapewne zrażę do siebie jakąś grupę osób tym, co za chwilę powiem. Fanaberie grupy licencjonowanych sędziów (o których swoje krytyczne opinie duża część organizatorów przekazywała nie tylko w kuluarach), na które Zarząd ostro zareagował, nie powinny mieć wpływu na ocenę strategicznych działań Zarządu. Na domiar, arogancja lidera tej grupy wobec przedstawiciela ministerstwa raczej nie ociepli relacji nowych władz z Ministerstwem Sportu i Turystyki. Także ambicje osobiste niektórych działaczy i środowisk nie powinny być przedkładane nad dobro dyscypliny, a jeżeli mimo to ktoś tak chce czynić, to roztropność pozostałych powinna temu dać tamę. Było jednak inaczej. Najpierw utajniono głosowania, które w tradycji zjazdów były jawne. Potem w jakimś zapalczywym odwecie starano się doprowadzić do nieudzielania absolutorium ustępującemu Zarządowi, nie mając najmniejszych argumentów, by to uczynić. Dopiero interwencja ministra Dery, który zasygnalizował, jakie skutki może wywołać taka uchwała, ocuciła niektórych przeciwników Zarządu i zagłosowali za udzieleniem absolutorium. Ale tylko niektórzy. Wydało się, że znaczna cześć delegatów ma tylko jeden cel – zmienić władze Związku, nie posiadając wiedzy o przedmiocie zagadnień poruszanych na zjeździe. Podczas prezentacji programów kontrkandydaci ustępującego prezesa, poza panem Marianem Stelterem, zaprezentowali tylko pośpiesznie wypowiedziane ogólniki. Co więcej okazało się, że istnieje „umowa” zawarta pomiędzy kilkoma środowiskami, co do „podziału łupów” po wyborach. Delegaci związani „umową”, prowadzeni przez tych, co nie lubią pana Krajewskiego, wygrali wybory. Jak się w parę chwil po tym okazało, wśród ludzi związanych „umową” wyłoniła się węższa grupa, która była bardziej „umówiona”. Na domiar wszystkiego, aroganckie zachowanie nowego Prezesa wobec przedstawicieli ważnych osobistości życia politycznego w naszym kraju, osób tworzących koło parlamentarzystów uprawiających badmintona, nie rokuje najlepiej. Podsumowując. Jestem działaczem badmintona już od ponad 30 lat. W sporcie kwalifikowanym od 26 lat. Razem z przyjaciółmi, kiedy pełniłem funkcję prezesa Warszawskiego Związku Badmintona, zorganizowaliśmy Mistrzostwa Polski Weteranów, Międzynarodowe Mistrzostwa Warszawy i wiele innych turniejów. Piszę o tym nie po to, aby się chełpić, ale żeby uwiarygodnić moje doświadczenie w pracy na rzecz badmintona. Dla mnie badminton był pasją, ale nie środkiem do robienia kariery. Moje ambicje w sporcie realizowałem w rozumieniu służby, jako trener i wychowawca. W moim odczuciu właśnie w takim wymiarze pasjonatami są prezes Marek Krajewski i członkowie kierowanego przez niego Zarządu. Nie musieli być w Zarządzie dla spełnienia ambicji czy też poprawienia swojej sytuacji finansowej. O czym niewielu wie lub nie chce wiedzieć, nie pobierali żadnych korzyści finansowych za swoją pracę. Co więcej, mieli wizję rozwoju badmintona w Polsce. Przegrali wybory, bo liczna grupa ludzi związana „umową” nie lubiła prezesa Krajewskiego i miała własne interesy. Wśród nich są moi znajomi: z Warszawy, z Suchedniowa… List ten napisałem po to, aby skierować apel do tych delegatów, którzy uczestniczyli w XVI Krajowym Zjeździe Polskiego Związku Badmintona i do tych, którzy będą brali udział w następnych Zjazdach. Proszę, podejmujcie decyzje racjonalne, zgodnie z sumieniem, a nie „umową”. Na koniec chcę publicznie podziękować i przekazać wyrazy podziwu i uznania dla Marka Krajewskiego, Arkadiusza Kaweckiego i pozostałych członków Zarządu i Biura, za ich profesjonalną pracę i wysiłek, jaki wykonali podczas swojej kadencji. Pozdrawiam czytających ten list Andrzej Zając Od redakcji: Być może adresaci tego listu otwartego zechcą podjąć zasygnalizowany przez jednego z warszawskich trenerów temat. O zjeździe pisaliśmy wcześniej w: Marek zastąpi Marka na fotelu prezesa PZBad. Zmiana władz polskiego związku badmintona? Do tematyki zjazdowej będziemy jeszcze wracać. Fot. © Janusz Rudziński, BadmintonZone.pl jr |
|
| © BadmintonZone.pl | zaloguj | |