|
2016-11-29,
Warszawa
Z archiwów BadmintonZone - zdarzyło się 10 lat temu
MNIEJSZA PUBLICZNOŚĆ. RÓWNIE DOBRA ATMOSFERA
29.11.2006. Podczas towarzyskiego spotkania Polska-Niemcy zapytaliśmy Xu Huaiwen oraz Martina Kranitza (dyrektor ds. sportowych Niemieckiego Związku Badmintona) o ich wrażenia z meczu. Xu była zachwycona: — Dzisiejszy mecz to świetny pomysł. Ludzie są bardzo entuzjastyczni!
Poproszona o porównanie atmosfery do tej, jaka panowała podczas podobnych spotkań we Francji i w Niemczech, gdzie badminton jest o wiele bardziej popularną dyscypliną, stwierdziła, że nie widzi większej różnicy: - Oczywiście było tam więcej widzów na hali. Było zabawnie, tak samo jak tutaj. Jest mniejsza publiczność, ale atmosfera równie dobra jak we Francji i Niemczech. Martin Kranitz chwalił Polaków: — Spotkanie zostało świetnie zorganizowane. Widzowie siedzieli bardzo blisko kortu, atmosfera była bardzo dobra. Mimo obaw przed naszymi deblami Niemcy liczyli chyba jednak po cichu na zwycięstwo. Kranitz z uznaniem podsumował: - Polacy wystawili naprawdę dobrą drużynę. My nie graliśmy w najsilniejszym składzie.... W późniejszym wywiadzie dla jednej z niemieckich gazet oceniał, że na Siennickiej pojawiło się około 250 widzów. Pomysł z grą na jednym korcie bardzo mu się spodobał: - Z tego powodu, że graliśmy na jednym boisku, a trybuny znajdowały się bardzo blisko grających, atmosfera była wspaniała. Dociekał również przyczyn porażki: - Polacy wystawili mocny skład, choć w singlu kobiet nie byli w stanie nam dorównać. W deblach byli niestety silniejsi od nas, to było widoczne. A już jutro (30.11.2006) szansa rewanżu w Heilbronn. Polacy pojadą do Niemiec w identycznym składzie. Niemcy natomiast mocno zmodyfikowali drużynę: Xu Huaiwen zastąpi Petra Overzier, Björna Joppiena — Roman Spitko, Dettmanna / Fuchsa — Jochen Cassel / Kristof Hopp, Michaela Peiffer / Kathrin Piotrowski — Carina Mette / Nicole Grether. Bez zmian pozostanie jedynie mikst — Tim Dettmann / Kathrin Piotrowski. POLSKA — RAJ DLA BADMINTONISTÓW 29.11.2006. W przededniu towarzyskiego meczu Niemcy-Polska na łamach "Heilbronner Stimme" ukazał się obszerny wywiad z 40-letnim Detlefem Poste — od stycznia 2005 trenerem niemieckiej kadry. Za jego pierwszy spektakularny sukces uważa się zdobycie przez niemiecką drużynę na mistrzostwach świata w Madrycie dwóch trzecich i dwóch piątych miejsc. Wywiad zaciekawi zapewne Polaków — Poste zapewnia w nim bowiem swojego rozmówcę, że polscy badmintoniści są dobrze opłacani, w przeciwieństwie do ich niemieckich kolegów. Aż korci, aby zapytać niemieckiego trenera, czemu wobec tego cała polska kadra gra... w Bundeslidze. Czy niemiecki badminton przeżywa — po największych w dotychczasowej historii sukcesach na mistrzostwach świata — prawdziwy boom? Zauważyłem zwiększenia zainteresowania z wielu stron. Mam nadzieję, że dzięki temu stworzą się lepsze perspektywy finansowe dla badmintonistów przygotowujących się teraz do IO w Pekinie. Jednak już zwiększenie zainteresowania tą dyscypliną poczytuję sobie za sukces. Zwłaszcza, że badminton nigdy nie królował wśród błysku fleszów. Przykładowo, żaden z półfinałów mistrzostw świata w Madrycie z udziałem naszych zawodniczek nie był transmitowany w niemieckiej telewizji! Jakich argumentów używa Pan, aby przekonać telewizję do znalezienia w ramówce czasu dla badmintona? Badminton jest dyscypliną chętnie uprawianą w wolnym czasie, popularny jest również w szkołach sportowych. Nasz związek liczy 230 tys. członków! Ze swoją dynamiką, szybkością, atrakcyjnością badminton absolutnie nie powinien pozostawać w telewizji w cieniu tenisa. Niech mnie Pan przekona, że warto zobaczyć na żywo towarzyski mecz Polska-Niemcy? Cóż, specyficzna atmosfera meczów oglądanych na żywo jest niemożliwa do oddania w telewizji... Da się wyżyć w Niemczech z badmintona? W Polsce, odnoszącej ostatnio duże sukcesy w badmintonie, zawodnicy są dobrze opłacani. W Niemczech mamy Xu Huaiwen, która jest w stanie spokojnie utrzymać się z badmintona — jako zawodniczka znajdująca się w pierwszej dziesiątce światowej czołówki, otrzymuje rocznie około 80 tys. do 100 tys. euro, ponadto chętnie zgłaszają się do niej sponsorzy. Tym, którzy znajdują się poza tą pierwszą dziesiątką, wiedzie się już znacznie gorzej. Nieźle ma się jeszcze sześciu naszych kadrowiczów. Nasi zawodnicy zawsze narzekali: a to Duńczycy są lepsi, a to Azjaci zbyt silni. Teraz nie muszą już chyba szukać wymówek? Jak może Pan wytłumaczyć rosnącą formę niemieckich badmintonistów? Jak zawsze, to bardzo złożony problem. Trudno precyzyjnie wskazać moment, od którego nastąpiła znacząca poprawa. Od 2005 roku rozszerzyliśmy treningi, m.in. o część siłową oraz analizę filmów wideo z treningów oraz ważniejszych zawodów. Do tego dochodzi opieka fizjoterapeuty. W ogóle treningi są teraz bardziej wszechstronne. Jednakowoż plany, aby w sezonie 2007/2008 znaleźć się w światowej czołówce raczej nie wypalą? Jesteśmy umiarkowanie zadowoleni z mijającego roku. Może będą sukcesy na mistrzostwach świata i w Pekinie. Warto jednak zauważyć, że pod względem finansowania zajmujemy być może dopiero 25. miejsce na świecie. Mamy rocznie 600 tys. euro na juniorów, seniorów, turnieje i trenerów. Kompletnie na wszystko. Tymczasem Anglia ma na te same rzeczy 6 milionów euro rocznie! Większe pieniądze dałyby nowe możliwości. Będzie tłoczno na hali podczas jutrzejszego spotkania Niemcy-Polska? Myślę, że tak. W południowych Niemczech badminton jest dość popularny. Liczę na to, że przybędzie około 1000 widzów. Na fot. Xu Huaiwen i Detlef Poste Fot. © Janusz Rudziński, BadmintonZone.pl jr, pola |
|
| © BadmintonZone.pl | zaloguj | |