|
2016-06-01,
Warszawa
Z archiwów BadmintonZone - zdarzyło się 10 lat temu
POŻEGNANIE
1.06.2006. Poniżej publikujemy wspomnienie grupy przyjaciół o Jerzym Gorczyckim, wybitnym animatorze badmintona, odznaczonym w 1981 r. Złotą Odznaką PZBad. "NIE MA SINGLI, GRAMY DEBLE". WSPOMNIENIE O JERZYM GORCZYCKIM (1922-2006) 1.06.2006. Z Panem Jerzym poznaliśmy się na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Był wtedy według naszej oceny starszym panem — przekroczył pięćdziesiątkę, a zadziwiał nas sprawnością fizyczną: chodził na kilkudziesięciokilometrowe wycieczki, biegał, pływał, wędrował po górach, jeździł i biegał na nartach, nie grał w kometkę a w badmintona. Później zaczął się pasjonować jazdą na rowerze. W badmintona udzielał bezlitosnych lekcji, wygrywając do zera z dwudziesto- i trzydziestoletnią młodzieżą, wychodzącą na boisko z przekonaniem o przewadze młodości nad wiekiem dojrzałym. Ogrywani przez "starszego pana" unosili się ambicją, grali, ćwiczyli, nawet ograniczali palenie, aż zaczynali mistrzowi dorównywać. Wtedy Pan Jerzy znajdował nowych chętnych, których ćwiczył na swój sposób. Przez salę sportową w Alei Krakowskiej, gdzie Pan Jerzy panował, przewinęło się przez kilkanaście lat ze 100 osób. Byli to pracownicy WSK PZL Okęcie, Instytutu Lotnictwa, ich koledzy, sympatie, żony, dzieci, szwagrowie, znajomi Pana Jerzego z miasta. Grano dwa razy w tygodniu z takim zapamiętaniem, że dni te były wyłączone z kalendarza, a gdy stawiano nam warunki — dom albo badminton, wybieraliśmy salę w Alei Krakowskiej. Skład grupy zmieniał się. Sprawy zawodowe, rodzinne, uczuciowe, zdrowotne powodowały, że odchodzono czasem na krócej, czasem na parę lat, ale zawsze wracano. W czasie zajęć na sali Pan Jerzy był organizatorem jedynowładnym: wszyscy, którzy przychodzili, grali, najlepsi singliści grali deble, żeby nikt nie siedział na ławkach. Po nieudanych zagraniach, przegranych setach, meczach nie wyrażano się, chwalono przeciwnika i z czasem wszyscy przyjęli to jako normalność. Zachęciła nas do tego niezwykle silna osobowość Pana Jerzego, jego konsekwencja w postępowaniu, stosowanie dowcipnych, często ostrych i bolesnych dla adresatów uwag, wskazujących poprawność zachowań, a czasem i poglądów. Myślę, że nie zdaliśmy sobie sprawy, kiedy przejęliśmy część tego od Pana Jerzego. Zachęcił i przymusił wielu z nas do regularnego uprawiania badmintona, co pozwalało nam na odreagowywanie stresów, zapominanie choćby tylko na czas gry o kłopotach, burzach rodzinnych, wszelkich kataklizmach i bredniach politycznych ostatniego ćwierćwiecza. Wielu z naszej grupy przekroczyło dziś pięćdziesiątkę, niektórzy są już dalej, lecz korzystamy z podpowiedzi Pana Jerzego. Salę w Alei Krakowskiej w 1990 r. przejął bank i nie grywa się tam w badmintona, ale każdy, kto tam grał, mało ważne krótko czy długo, ile razy tam jest, przypomina sobie Pana Jerzego wołającego: — Nie ma singli, gramy deble! Karykatura © Bolesław Gasiński; foto © Przemysław Grzeszkowiak (archiwum) |
|
| © BadmintonZone.pl | zaloguj | |