|
2016-01-22,
Birmingham
Z archiwów BadmintonZone - zdarzyło się 10 lat temu
BADMINTONOWY WIMBLEDON OPANOWANY PRZEZ CHIŃCZYKÓW.
Birmingham, 22.01.2006.
Dla większości badmintonistów All England należy do najważniejszego turnieju w roku, do którego trzeba się specyficznie przygotować. Zwłaszcza dla Azjatów zwycięstwo w Birmingham wiele znaczy. Zresztą, w Anglii byli prawie wszyscy herosi badmintonowego świata. Złoto Duńczyków w deblu stanowiło jednak jedyne europejskie trofeum na turnieju, reszta medali powędrowała w ręce Azjatów, głównie wychowanków chińskiego szkoleniowca Li Yongbo. Wśród singlistów młody Chińczyk Lin Dan (fot.), aktualnie nr 1 na świecie, zademonstrował, w jakim kierunku zmierza męski badminton. Podczas całego turnieju pokazał tylko trzykrotnie małą słabość, oddając sety w spotkaniu z Koreańczykiem Jangiem Young-Soo (1. runda), Duńczykiem Kasperem Oedumem (2. runda) i w półfinale z Malezyjczykiem Lee Chong Wei. Zdobycie złota zajęło Lin Danowi 50 minut, w tym czasie pozwolił swojemu przeciwnikowi, zajmującemu 6. pozycję w rankingu IBF Lee Hyun Ilowi, urwać w każdym secie po 7 punktów. Podczas tego pojedynku zgromadzeni na hali widzowie przeżyli chwile grozy. W końcówce drugiego seta Lin Dan runął bowiem na podłogę i leżał twarzą do ziemi, nie dając żadnych oznak życia przez kilka długich sekund. Do Chińczyka podbiegł Li Yongbo, usiłując dociec, co się stało. Lin Dan skinął na znak, że nie jest źle; jednak liczne powtórki wypadku na ogromnym ekranie przeraziły publikę, która mogła zobaczyć, jak kolano Chińczyka wygina się podczas upadku w specyficzny sposób. Mimo wszystko Lin Dan wrócił na boisko i szybko nastąpił pomyślny dla niego finisz. — Było na tyle dobrze, że mogłem kontynuować grę. Wiedziałem, że muszę wygrać drugiego seta, bo w trzecim mogłoby się zdarzyć coś nieprzewidzianego — powiedział 22-letni zwycięzca po zdobyciu decydującego punktu. Dojście Lee Hyun Ila do finału było dla wielu osób prawdziwym zaskoczeniem. Zabrakło natomiast w walce o medale rozstawionego z nr. 2. Chińczyka Bao Chunlai'a, który odpadł podczas starcia z Duńczykiem Joachimem Perssonem na skutek... kontuzji. W grach singlowych kobiet nie spodziewano się żadnych większych niespodzianek. Od początku faworytkami były rozstawione po przeciwnych stronach tabeli Chinki — Zhang Ning (z nr. 1.) oraz Xie Xingfang (z nr. 2.). Zwyciężyła ta ostatnia, rozgrywając w ciągu 55 minut spotkanie zakończone wynikiem 6:11, 11:4 i 11:2. Po meczu radośnie komentowała: — Jestem szczęśliwa z wygranej na tym wyjątkowym turnieju. Wciąż jednak uważam, że to Zhang Ning jest najlepszą singlistką świata. Warto dodać, że podczas turnieju świetną formę zaprezentowała Mia Audina, która dotarła do półfinału po fantastycznym meczu z trzecią na świecie Cheng Wang z Hongkongu (9:11, 11:7 i 11:7). W półfinale nie oddała łatwo swojej skóry — w starciu z późniejszą zwyciężczynią Xie Xingfang zagrała 3 sety (11:13, 11:0 i 7:11). Wśród deblistów najlepsi okazali się Duńczycy Jens Eriksen oraz Martin Lundgaard, którzy o złoto walczyli w trzech setach aż 71 minut. Do finału nie oddali nawet jednego seta. O najwyższe podium walczyli z parą Choong Tan Fook/ Lee Wan Wah. Duńczycy zachowali zimną krew, mimo nerwowej końcówki 2. seta, w której robili mnóstwo prostych błędów. W trzecim secie Malezyjczycy zaprezentowali się jednak niezgrabnie, wielokrotnie serwując w siatkę. — Po 2. secie nasz trener pomógł nam podczas przerwy, przekonując, że powinniśmy po prostu grać debla, w którym jesteśmy najlepsi na świecie — powiedział Lundgaard. Eriksen i Lundgaard są pierwszą parą w historii duńskiego badmintona, która dwukrotnie zwyciężyła na All England. Być może będzie to miało pozytywny wpływ na promocję badmintona w ich ojczyźnie. — Pokazaliśmy się z najlepszej strony, jednak media nas ignorują; wolą pokazywać siatkówkę niż badminton. To wstyd — powiedział Lundgaard, stojąc naprzeciw zaledwie 4 reporterów z Danii, podczas gdy jeszcze kilka lat temu było ich przeszło pięciokrotnie więcej. Być może zwycięstwo będzie miało jeszcze jeden pozytywny skutek — opóźni decyzję o odejściu z zawodowego sportu Eriksena: — Nadal nie wiem dokładnie, kiedy skończę z badmintonem. Jestem coraz starszy, z drugiej strony takie zwycięstwo sprawia, że człowiek chce jeszcze trochę pograć. Na razie pragnę skupić się na mistrzostwach Europy i świata. Ponadto, trzy najwyższe miejsca przypadły w udziale Malezyjczykom, którzy grali wręcz niewiarygodnie. W grach deblistek powiało nudą — jak zwykle Chinki dominowały nie tylko na podium, ale w ogóle na całym turnieju. W finale zwyciężyła 2. para świata — Gao Ling i Huang Sui, pokonując rodaczki Yang Wei i Zhang Jiewen — tym samym Chinki uplasowały się w odkładnie odwrotnej kolejności niż w rankingu IBF. Dalej znalazły się Lee/Lee oraz Wei Yili /Zhao Tingting. W mikście zwyciężyła chińska para Gao Ling/ Huang Sui, wcześniej Gao próbowała z powodzeniem swoich sił również w deblu. Chinki zostały rozstawione dopiero z numerem 4, jednak nie zdeprymowało to ich i aż do finału nie oddały nawet jednego seta. Wiele radości zgromadzonym na hali widzom z Anglii sprawiała początkowo gra Nathana Robertsona i Gail Emms. Para grała z klasą aż do półfinałów, gdzie pokonała indonezyjską parę Widianto/Natsir. W finale złamali jednak serce lokalnej publiczności — grali o wiele słabiej. A byli już o krok od zdobycia drugi raz z rzędu złota na All England, w rok po tym, jak pokonali duńską parę Laybourn i Rytter-Juhl. Tegoroczni pogromcy Wyspiarzy już raz pozbawili ich mistrzowskiego tytułu — na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach. Od tego czasu Anglicy mieli kilka okazji do rewanżu, jednak podczas All England po raz pierwszy grali u siebie. Drugi set był niezmiernie ekscytujący dla publiczności, która obserwowała, jak ich faworyci zdobywają kolejne punkty, aż do stanu 13:12, kiedy to tak niewiele dzieliło ich od zwycięstwa. Trochę czasu zajęło Anglikom zdobycie 14. punktu — wówczas Chińczycy mieli ich już jednak 12. Robertson i Emms zmarnowali kolejne 4 lotki meczowe i wówczas, od 13. punktu, Chińczycy nie dali im już nawet złapać oddechu. Podczas chińsko-duńskiego spotkania reporterzy fotografowali jak szaleni, próbując uchwycić silne emocje towarzyszące meczowi. W trzecim secie, który rozpoczął się w 71. minucie gry, warunki dyktowali już tylko Zhang Jun i Gao Ling. Okazał się on dla wyspiarzy koszmarem — grali, jakby uszło z nich powietrze i w efekcie przegrali, zdobywając tylko 1 punkt! Po porażce Robertson na bieżąco komentował: — To ciężkie doświadczenie, kiedy w 2. secie przegapia się 5 lotek setowych. Zgasiło nas to i mentalnie nie byliśmy w stanie sprostać naszym przeciwnikom w trzecim. Cały czas analizowałem porażkę. Robertson i Emms nie stracili jednak humoru i ze swadą opowiadali o planach na przyszłość. Zapewniali również, że są zadowoleni z poziomu, jaki zaprezentowali podczas All England. — Graliśmy perfekcyjnie, może poza stratą 5 punktów meczowych. Chcemy o tym zapomnieć, wciąż jednak wierzę, że możemy jeszcze dużo zdziałać i z optymizmem patrzę w przyszłość. Robertson dodał również, że teraz celem jest zwycięstwo na sierpniowym turnieju Commonwealth Games i dobra gra na mistrzostwach świata. Zhang Jun był bardzo szczęśliwy z powodu zwycięstwa, wspominając, że Anglicy to jedna z najlepszych par mikstowych na świecie: — Wiedzieliśmy, że możemy zwyciężyć tylko dzięki cierpliwości i koncentracji podczas serwów i precyzyjnej odpowiedzi na nie w kluczowym momencie. Wyniki finałów: Jens ERIKSEN / Martin LUNDGAARD HANSEN (Dania) — CHOONG Tan Fook/ LEE Wan Wah (Malezja) 15:6 14:17 15:2; ZHANG Jun/ GAO Ling (ChRL) — Nathan ROBERTSON/ Gail EMMS (Anglia) 12:15 17:14 15:1 (mecz trwał 98 min!); XIE Xingfang (ChRL) — Zhang Ning (ChRL) 11:6 4:11 11:2; Lin Dan (ChRL) — Lee Hyun Il (Korea Płd.) 15:7 15:7; GAO Ling/ HUANG Sui (ChRL) — YANG Wei/ ZHANG Jiewen (ChRL) 6:15 15:11 15:2. All England Championships, Birmingham, National Indoor Arena, 17-22.01.2006, 4* World Grand Prix, 125 tys. dol. Fot. © BadmintonPhoto (archiwum) jr |
|
| © BadmintonZone.pl | zaloguj | |