|
2012-09-27,
Warszawa
Medice, cura te ipsum! Komentarz
- Pamiętajmy tylko, że wszyscy chcieliśmy tych zmian i porządku, jakiego brakowało wszędzie, również i w Kadrze – stwierdził aktualny mistrz Europy w grze mieszanej Robert Mateusiak w wypowiedzi dla BadmintonZone.pl („Zostałem zmuszony do tego, aby się wypowiadać publicznie”, 27.07.2012).
Stwierdzenie wybitnego polskiego badmintonisty padło w kontekście uchwały nr 43 zarządu Polskiego Związku Badmintona karzącej jego i pozostałą piątkę olimpijczyków za różne przewinienia.
Jestem skłonny odczytać słowa Mateusiaka jako delikatne wezwanie do akceptowania nałożonych kar, tym bardziej że sam przyjął z pokorą upomnienie i żądanie zwrotu kosztów za niewykorzystany nocleg w hotelu Sheraton przed odlotem do Londynu na Igrzyska Olimpijskie. Pragnienie porządku jest raczej banalne i powszechne. Mnie intrygowało bardziej wspomnienie o braku porządku „wszędzie, również i w Kadrze”. Z kontekstu wypowiedzi wynikało, że Robert odnosił się do okresu władzy poprzedniej ekipy w PZBad, czyli prezesa Michała Mirowskiego. Mateusiak wypowiadał się w ogóle bardzo niechętnie, podkreślając, że do czasu wyjaśnienia wszystkich niewiadomych my, zawodnicy, nie powinniśmy się wypowiadać. Dlatego nie poprosiłem go o dookreślenie. Intuicyjnie przypuszczałem jedynie, że mimo tej niechęci do wypowiadania się zawodników nie miał na myśli wydarzeń sprzed 16.09 ubiegłego roku, kiedy to on sam oraz Michał Łogosz rozsierdzili do tego stopnia ówczesny zarząd PZBad swoim krytycznym wywiadem udzielonym serwisowi BadmintonZone.pl, że władza postanowiła uderzyć pięścią w stół. Wówczas to, 16.09.2011 r., zarząd PZBad kierowany przez prezesa Mirowskiego opublikował na związkowej stronie internetowej tragikomiczne oświadczenie. Przypomnę, co wówczas pisałem: Zarząd oskarża naszych reprezentantów o złamanie prawa (zniewagi i pomówienia), strasząc artykułami kodeksu karnego (w tym osławionym art. 212 pozwalającym wtrącić skazanego do więzienia), kodeksu cywilnego oraz przepisów PZBad. Zarząd informuje o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego przeciwko obu zawodnikom. Ponadto zapowiada wezwanie na swego rodzaju przesłuchania w charakterze świadków — uwaga! — "wszystkich zawodników". Tekst oświadczenia obfituje w kuriozalnie brzmiące passusy w rodzaju: "znieważyli publicznie trenerów Karola Hawla, Jerzego Dołhana oraz Dariusza Ziębę", "pomówili władze Polskiego Związku Badmintona, narażając go na utratę zaufania w oczach trenera Andyego Wooda". Tragikomiczną oprawę oświadczeniu zarządu PZBad nadaje opublikowanie go pod banerem, na którym co chwila ukazują się zdjęcia obu zawodników, którym władze związku grożą kodeksem karnym. Proponuję administratorom serwisu PZBad zmianę grafiki na Łogosza i Mateusiaka w pasiaku za kratkami zamiast na boisku. Nie przypuszczam, by Mateusiak miał na myśli tę niby-anarchię, którą postanowił ukrócić Mirowski ze swoim zarządem. Pewnym tropem może natomiast być oświadczenie Nadii Zięby opublikowane 23.09 w serwisie BadmintonZone.pl. W oświadczeniu partnerki mikstowej Roberta znajdujemy następujący passus: Po ostatnich wyborach na spotkaniu z Zarządem dostaliśmy jasne reguły, kto trenuje i gra, a kto zajmuje się zarządzaniem. Większość z nas do tego się dostosowała, niektórzy wciąż żyją w innych czasach. Rozumiem, że z dostosowaniem się może być problem, bo jeszcze niedawno musieliśmy o wszystko walczyć i o wszystko się wykłócać. Ustalenia z byłym Prezesem to były kłamstwa i manipulacje, a jego działanie sprowadzało się do utrzymania stołka, dlatego chcieliśmy zmian. Być może o to chodziło Mateusiakowi, gdy wspominał o braku porządku. Niezależnie od tego, czy trafnie odczytuję intencje reprezentanta Polski, można chyba dopatrywać się w obecnej ekipie rządzącej PZBad chęci trzymania zawodników twardą ręką. Dowodem na to jest wspomniana uchwała nr 43. Pomińmy na razie katastrofalne skutki owej uchwały w sferze public relations. Zastanówmy się, czy kary nałożone na zawodników wpisują się w sensowną realizację wprowadzania „ładu i porządku”. Wciąż nie potrafię zrozumieć sensu tak ostrego (w dodatku publicznego) uderzenia w zawodników. Po pierwsze, zostali ukarani za zignorowanie obowiązku noclegu w hotelu Sheraton. Jest to mało zapalne pole konfliktu. Zawodnicy ukarani tylko za to (Mateusiak, Zięba i Przemek Wacha) w ogóle nie złożyli odwołania od nałożonej kary, a pozostali są skłonni do zapłacenia żądanej kwoty (pod warunkiem spełnienia jedynie drobnej formalności). Nawiasem mówiąc, można z tego pośrednio wnioskować, że gdyby władze PZBad zwróciły się do zawodników w tej sprawie przed podjęciem uchwały nr 43, to olimpijczycy zwróciliby bez szemrania koszty niewykorzystanego noclegu i wysłali przeprosiny do PKOl. I obeszłoby się bez tytułu "Badmintoniści ukarani po igrzyskach. Bo nie spali w Sheratonie" na portalu Sport.pl. Jednak mimo że o tę karę nie toczy się wielki bój, to wprowadzanie ładu i porządku w ten sposób budzi i tak moje poważne wątpliwości. Z cytowanych już w naszym serwisie wypowiedzi zawodników wynika, że nie otrzymali oni w pełni klarownych informacji o konieczności noclegu, chociaż – faktycznie rzecz biorąc – informacja mejlowa była. - Zgłosiłem trenerowi Dołhanowi to, że nie potrzebuję tego noclegu i że 4 lata temu przed wylotem na Igrzyska w Pekinie była podobna sytuacja, no i wtedy nie musieliśmy korzystać z tego noclegu. Nie dostałem później od trenera już żadnej informacji na ten temat i uznałem, że mogę tak właśnie postąpić – tłumaczył serwisowi BadmintonZone.pl Mateusiak. Jeszcze obszerniej wyjaśniał swoje niedoinformowanie Łogosz. Przytoczmy fragment tekstu odwołania: 23.07.2012 r. zapytałem mailowo jeszcze raz o szczegóły noclegu. Pracownik PZBad odesłał mnie do załączników, które wcześniej mi wysłano — w taki właśnie sposób udzielając wyczerpującej informacji. Uważam, że pracownik związku powinien trochę popracować i udzielić mi wszystkich niezbędnych informacji. Okres przed Igrzyskami to bardzo męczący i stresujący czas. Dzień jest bardzo długi i oprócz treningów mamy zajęcia z psychologiem, odnowę biologiczną i fizykoterapie. Uważałem, iż naszym zadaniem jest skoncentrowanie się na przygotowaniach, a związek ma nam w tym maksymalnie pomóc. - Nie myślałam, że jest to, aż tak istotna sprawa, ponieważ przed Igrzyskami w Pekinie również była taka sytuacja i również nie spałam w hotelu i nie było z tego powodu konsekwencji, więc pomyślałam, że i tym razem jest podobnie. Nikt, nawet trenerzy nie uczulili nas na to, że to jest nasz obowiązek – tłumaczyła z kolei Kamila Augustyn. Jedynie Nadia Zięba we wspomnianym oświadczeniu uznała, że 100 proc. odpowiedzialności ponoszą zawodnicy. Napisała: Dostaliśmy jasne informacje i konkretne wytyczne, których nie wypełniliśmy. Tłumaczenie, że ktoś z PZBad powinien to lepiej przekazać, ośmiesza tych, którzy o tym mówią. Nie ważne są powody nieobecności, nie dyskutujmy z faktami. Jednak i ona nie nocowała w hotelu. Przyznaję, że dziwne jest zignorowanie nakazu przez wszystkich zawodników, co więcej również trenerów. Zmówili się wszyscy? W świetle opisów przedstawionych przez Ziębę w jej oświadczeniu kadra była tak skłócona, że trudno wyobrazić sobie jej solidarną zmowę w sprawie noclegu. Wobec tego występują poważne poszlaki, że jednak informacja o obowiązku noclegu w hotelu była podana w mało dobitny sposób. Nie mam wprawdzie takiej pewności, ale zaćmienie percepcyjne tak dużej liczby osób jak wszyscy zawodnicy i trenerzy wydaje się mało prawdopodobne. Kontynuując sprawę nieszczęsnego noclegu, pojawia się kolejna dziwna kwestia. Wedle posiadanych przeze mnie informacji (w razie czego proszę o sprostowanie), obowiązek noclegu dotyczył również trenerów i z tego noclegu nie skorzystali, o czym zresztą już wspomniałem. Skoro tak, to czemu nie zostali ukarani? A może zostali ukarani, lecz PZBad o tym nie wspomniał na swojej stronie internetowej? Jeśli nie zostali ukarani, to nie rozumiem, dlaczego ukarano zawodników, a trenerów – nie. Jeśli zaś trenerzy zostali jednak ukarani, to czemu PZBad o tym nie powiadomił publicznie? Miałażby to być jakaś „pokazówka” jedynie wobec zawodników? Po co? O zarzucie nierealizowania planu treningowego pisano już nieraz. Przypomnijmy, że najpoważniejszy zarzut w tym zakresie dotyczył opuszczenia treningu bez usprawiedliwienia i zgody trenera w dniu 23.07.2012 roku. Zarzut ten został sformułowany w oświadczeniu Zarządu PZBad i spotkał się z reakcją Łogosza i Augustyn, którzy w swoich opublikowanych odwołaniach powoływali się na zgodę trenera Kim Young Mana i odbycie dodatkowego treningu dwa dni wcześniej. Nie było tajemnicą, że czas wolny trójka zawodników SKB Litpol-Malow spożytkowała na udział w imprezie promocyjnej w Suwałkach. Ujawnił to prezes SKB Jerzy Szleszyński na stronie klubowej, co natychmiast odnotowaliśmy. Następnym publicznym opisem tego wydarzenia (opuszczenia – legalnego według jednej strony, nielegalnego według drugiej) było wspomniane oświadczenie Nadii Zięby. Zawodniczka opisała wcześniejsze przepychanki w tej sprawie (Zawodnicy już w trakcie obozu (!) w Spale chcieli wyjechać do Suwałk, ale nie dostali zgody Związku), a następnie zrelacjonowała sytuację następująco: Nie dostali zgody od Związku, to udzielili jej sobie sami. Teraz słyszę, że mieli zgodę trenera Kima. Przychodzimy na trening przed igrzyskami, 3 trenerów, 3 boiska, 2 zawodników, umówiona telewizja, jeden trener pyta drugiego, gdzie pozostali zawodnicy, wtedy nikt nie wiedział, gdzie są. Potem czytam, że zawodnicy mieli zgodę trenera. Ciekawe którego, bo trener Kim jeszcze na treningu powiedział, że przed chwilą dostał sms od zawodników, że ich nie będzie, ale nie wie dlaczego. Dowiedział się później, że wiedział wcześniej? O co chodzi? Podejrzliwość Nadii jest oczywiście uzasadniona, gdyż wedle jej opisu, którego nie mam powodu podważać, wygląda to trochę na swego rodzaju wagary. Z drugiej jednak strony, skoro wszyscy trenerzy i zawodnicy w specyficznym roztargnieniu opuścili nocleg w Sheratonie, to może trener Kim zapomniał w analogicznym roztargnieniu o zapowiedzi absencji trojga zawodników w poniedziałek? Jeśli prawdą jest, że trener Kim potwierdza wersję suwalczan, to może Zięba chciałaby widzieć przypiekanie szkoleniowca żywcem w celu zmiany jego zeznań na rzecz jej wersji? Na rzecz wersji suwalczan przemawia także odbycie owego „dodatkowego” treningu w sobotę, gdy pauzowali pozostali kadrowicze. Zarząd PZBad oczywiście miał pełne prawo do zbadania sprawy i nałożenia kar za ewentualnie udowodnioną nieusprawiedliwioną nieobecność, ale ewidentnie warto było najpierw wyjaśnić wszystko, by uniknąć zbędnego medialnego zamieszania. Jeśli mówimy o nierealizowaniu planów szkoleniowych i opuszczaniu treningów, to poważne wątpliwości budzi lansowanie niekiedy czarnej legendy o lenistwie polskich badmintonistów. Nie chcę ich idealizować i uogólniać, ale nie zawsze wypadamy w porównaniach najgorzej. Przypomnę tutaj znamienny fragment wypowiedzi Kim Young Mana dla BadmintonZone.pl udzielonej 19.02.2010 r. Koreańczyk był wówczas trenerem reprezentacji Holandii. Na pytanie, co myśli o holenderskich zawodnikach, odpowiedział: Holendrzy darzą mnie ogromnym szacunkiem. Jako trener azjatycki zdarza mi się zmuszać ich do bardzo ciężkich treningów, ale czasem zarządzam luźniejsze, przyjemniejsze treningi. Lubię budować z zawodnikami pozytywne relacje. To dla mnie żaden problem. Dalej Kim porównał Holendrów do Polaków: Bardziej lubię polskich zawodników. To bardzo mili ludzie, niezwykle sympatyczni. Nadzwyczaj ciężko trenują. Wysilają się bardziej niż Holendrzy. Gdy rozpoczynałem pracę w Polsce, wielu zawodników spóźniało się na treningi, dlatego musiałem nauczyć ich dyscypliny. Wytłumaczyłem im, że nie wolno opuszczać kortu, nawet jeśli mają do odebrania ważny telefon czy inną sprawę do załatwienia. Natomiast Holendrzy nie są tak zdyscyplinowani. Różnica jest mocno zauważalna. Przejdźmy do słynnych zarzutów formułowanych pod adresem Kamili Augustyn i Adama Cwaliny za przedwczesny wyjazd z igrzysk. We wcześniejszych komentarzach analizowałem zwłaszcza przypadek deblisty, który udzielił niefortunnego wywiadu nt. opuszczenia igrzysk, a także dziwną sytuację, gdy zgodę na wcześniejszy odlot do Polski wydał sam prezes Krajewski, a następnie zarzucił ten odlot zawodnikom i wraz z zarządem nałożył kary. Do sprawy wtrąciła się niedawno Nadia Zięba we wspominanym wyżej oświadczeniu. Czytamy: Dziwi tylko to, jak czytam, że bilety zamawiał nam Prezes. To nawet jest śmieszne. W naszym przypadku wyglądało to tak, że po skończonym turnieju poszliśmy do Trenera Kima uzyskaliśmy zgodę na wyjazd, zgłosiliśmy Prezesowi aby przekazał informację o chęci naszego wcześniejszego wyjazdu do biura Misji Olimpijskiej i już dalej załatwialiśmy wszystko sami bezpośrednio z pracownikiem PKOl. Sami proponowaliśmy termin wyjazdu, był on uzależniony od wolnych miejsc w samolocie i nie musiał się pokrywać z naszymi życzeniami. Tym bardziej dziwi wywiad kolegi, który mówi, że otrzymał zgodę trenera i Prezesa Krajewskiego na wcześniejszy wylot. Wiemy, że nie otrzymał i wiemy, że sam ustalał termin bezpośrednio w wiosce, a bilety załatwiał pracownik Misji. Przyznam, że coraz mniej rozumiem. Zawodniczka twierdzi, że „kolega” (chodzi niewątpliwie o Cwalinę) nie otrzymał zgody prezesa? To stanowi dla mnie rewelację, ponieważ wedle mojej najlepszej wiedzy bez zgody prezesa nie było żadnej technicznej możliwości przyspieszenia powrotu do kraju. Dlatego nadal nie rozumiem, czemu prezes nie zapobiegł wcześniejszemu powrotowi Augustyn i Cwaliny, a potem – wraz z zarządem – ukarał ich za wcześniejszy wyjazd. Co więcej, nie rozumiem jeszcze czegoś, nowego elementu wynikającego z oświadczenia Zięby. Opisała ona, że ze swoim partnerem mikstowym zgłosiła Prezesowi, aby przekazał informację o chęci naszego wcześniejszego wyjazdu do biura Misji Olimpijskiej. Czyli prezes zaakceptował wcześniejszy wyjazd miksistów, podczas gdy zarząd w oświadczeniu oskarżył Augustyn i Cwalinę o to, że wyjechali wcześniej, chociaż ich obowiązkiem było wspieranie grających jeszcze zawodników badmintona, kontuzjowanego kolegi oraz pozostałych reprezentantów Polski w innych dyscyplinach (podkreślenie moje – J.R.). Czyli, jak z tego widać, gdy miksiści nie wspierają pozostałych reprezentantów Polski w innych dyscyplinach to jest w porządku, a gdy to samo dotyczy Augustyn i Cwaliny, to jest to postawa niegodna sportowca i członka reprezentacji olimpijskiej. (Oczywiście nie wzywam do ukarania pary mieszanej, wskazuję jedynie na niekonsekwencję). Czyżbyśmy mieli znowu (jak w przypadku absencji w hotelu Sheraton) równych i równiejszych? Wybrałem powyżej kilka przykładów polityki „ładu i porządku” w wykonaniu władz PZBad w przypadku wydarzeń wokół uchwały nr 43. Może władza PZBad wytłumaczy się z tych niekonsekwencji i obali moje wątpliwości, bo na razie treść oświadczenia Nadii Zięby nic tu nie rozjaśniła, a niekiedy nawet – jak przed chwilą wskazałem – dodatkowo obciążyła zarząd. Powyższe fakty wskazują, że władze PZBad najprawdopodobniej niesprawiedliwie rozdają kary i przerzucają na zawodników odpowiedzialność za własne niedociągnięcia. Jestem za wprowadzaniem ładu i porządku tam, gdzie go brakuje. I – jak wcześniej podkreślałem – za reagowaniem na złe postępki zawodników, którzy nie są przecież nietykalni. Jednak jestem za sprawiedliwością i konsekwencją, w tym także za wyciąganiem konsekwencji z własnych błędów i wyciągnięciem konsekwencji wobec siebie samych. Przeciwko dostrzeganiu źdźbła w oku bliźniego miast belki we własnym. Czy zarząd wyciągnął jakiekolwiek konsekwencje po katastrofie w sferze public relations PZBad i polskiego badmintona spowodowanej przez przygotowanie uchwały nr 43 z zaprzeczeniem zasad zdrowego rozsądku, a tym bardziej rzemiosła PR? Odpalenie tej bomby medialnej (w postaci uchwały) przyniosło niepowetowane straty, a prezes skwitował kwestie public relations stwierdzeniem, że czarnym PR zajmuje się trójka reprezentantów. Winni zawsze są inni… - Medice, cura te ipsum! – głosi stara sentencja. Lekarzu, ulecz siebie samego… Władze PZBad powinny stawiać wymagania w pierwszym rzędzie wobec siebie. I wtedy twardo i sprawiedliwie egzekwować wobec innych. W przypadku uchwały nr 43 nie stosują równej miary. Swoich niedociągnięć, czy niekiedy wręcz katastrofalnych błędów, nie dostrzegają lub je ignorują, natomiast szafują karami wobec elity zawodników, karami budzącymi zdumienie wśród polskich mediów. Fot. © Paweł Staręga Janusz Rudziński |
|
| © BadmintonZone.pl | zaloguj | |