|
2015-08-26,
Anaheim
Z archiwów BadmintonZone - zdarzyło się 10 lat temu
Reprezentacja naszego kraju poleciała do USA w składzie ograniczonym do najsilniejszych zawodników. Zrezygnowano np. z wystawienia uprawnionego do startu drugiego singlisty, Rafała Hawla. Żaden z naszych reprezentantów nie zawiódł, ale zawodnicy nie sprawili również żadnej sensacji in plus. Nie pokonali bowiem rozstawionych przeciwników. Przemysław Wacha (fot.) był jednak chwalony przez obserwatorów za walkę z Chenem, a oba deble pokonały w drodze do "16" dość groźnych rywali. Medal mistrzostw świata dla Polski wydaje się być na razie odległym marzeniem, chociaż nie jest czymś całkowicie niewyobrażalnym. Do myślenia dają np. niespodziewane zwycięstwa innych reprezentantów Europy w pierwszej fazie turnieju: Schenk nad Zhou i Ghaffara nad Shonem. Klęska Europy? Mimo pojedynczych, nieoczekiwanych sukcesów Europejczyków w konfrontacjach z Azjatami bilans wypadł marnie. Trudno powiedzieć, czy Robertson i Emms — gdyby nie kontuzja — uratowaliby prestiż Starego Kontynentu. Pozycje w rankingu światowym dawały większe nadzieje. Zawód nastąpił głównie w deblu męskim i mikście. W singlu przynajmniej brązowe medale zdobyli Gade i Xu. Zmiany w badmintonowej geografii Za wcześnie, na podstawie jednych mistrzostw, na wyciąganie pochopnych wniosków, ale interesujące, że po jednym medalu zdobyły z jednej strony takie potęgi jak Dania i Korea, a z drugiej USA, Nowa Zelandia i Niemcy. Potencjał nadal jest bardzo nierówny i będzie się można o tym przekonać w mistrzostwach drużynowych (Thomas Cup, Uber Cup, Sudirman Cup — w tym ostatnim Polska niedawno pokonała Indie, które wcześniej wygrały z USA), ale cieszy przełamywanie monopolu. Np. USA, Nowa Zelandia i Niemcy zdobyły medale po raz pierwszy. Oparcie się częściowo na zawodnikach importowanych z Azji nie przekreśla całkowicie awantaży z tych dokonań. Sukces promocyjny? Wielu komentatorów zapowiada sukces rozwoju badmintona w Stanach Zjednoczonych. Ma się do tego przyczynić również zwycięstwo pary Gunawan-Bach. W istocie, można by przypuścić, że ten zaskakujący sukces został zaplanowany jeśli nie w niebie, to w IBF. Można by tak przypuszczać, gdyby nie to, że mamy do czynienia z fenomenalnym Tonym Gunawanem, niesamowitym mistrzem olimpijskim z Sydney. Trzeba przyznać, że impreza prezentowała się w przekazie telewizyjnym bardzo efektownie, zwłaszcza w decydującej fazie. Decyzja o zorganizowaniu mistrzostw w Kalifornii była przez wielu przyjęta z zaskoczeniem, ale zamiast niewypału przyniosła sukces. Widowisko Znakomite widowisko stworzyli zawodnicy. Epickie boje Jonassena z Hidayatem i Gade z Linem były godne finału. Obraz telewizyjny był ciekawie wzbogacony powtórkami, statystykami i informacjami o prędkości lotki. Zawodnikom wprawdzie szyki psuł wiatr, ale nie było to specjalnie widoczne w telewizji. Sędziowie też pewnie nie chcieli psuć widowiska, ale nie zawsze im się to udawało. Spektakularny był przypadek wywołania w półfinale Lin — Gade najpierw błędu serwisowego Chińczyka w dramatycznej końcówce 2. seta, a później — Duńczyka w ważnym momencie (11:12) trzeciej partii. Uważa się, że to drugie wywołanie było celową rekompensatą po protestach chińskiego trenera Li Yongbo. Era Hidayata Zarówno Hidayat, jak Lin, mieli trudności w drodze do finału, ale nie można zaprzeczyć, że zasłużyli na występ w meczu o złoto. Konfrontacje obu rywali elektryzują kibiców. Indonezyjczyk potwierdził swój prymat mierzony w prestiżowym złocie i po mistrzostwie olimpijskim zdobył mistrzostwo świata. Prymat rankingowy Lina, oparty na tryumfach nieco niższej rangi, blednie nieco przy wyczynach Taufika. Przygniatające zwycięstwo Indonezyjczyka w finale w Anaheim udowadnia jego niebywały talent, największy objawiony w obecnej erze tej dyscypliny sportu. Chińczyk nie powiedział zapewne ostatniego słowa i jego gra, niczym świetnie zaprogramowanej maszyny, może sprawić w przyszłości sprawić wiele kłopotu Taufikowi i innym pretendentom do zepchnięcia Dana z pozycji rankingowej numer 1. Nie same blaski Mistrzostwa rozpoczynały się w graniczących ze skandalem okolicznościach. Najpierw anulowano wyniki losowania gry mieszanej, ponieważ — bagatela — zapomniano o jednej parze zgłoszonej do zawodów. Ten błąd naprawiono po paru dniach. Gorzej było z przeciągami wywołanymi silną klimatyzacją hali. Tego defektu nie udało się usunąć, ani zredukować. Jego skutki zminimalizowało dopiero stopniowe przyzwyczajenie się zawodników do tych warunków. [Nie sposób powstrzymać się tutaj od dygresji. W 2003 r. towarzyszyłem sędziemu głównemu Mistrzostw Polski Szkół Wyższych podczas rekonesansu w hali Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego na parę miesięcy przed zawodami. Paweł Strzałkowski, jako młody, ale doświadczony sędzia, zwrócił natychmiast uwagę na coś dla mnie nieuchwytnego — powiewy wywołane przez urządzenia wentylacyjne. Wyłączenie ich okazało się praktycznie niemożliwe, ale ze względu na to, że awizowano start zawodników takiej klasy jak Michał Łogosz i Przemysław Wacha, organizatorzy — dzięki czujności Pawła — przygotowali środki zapobiegawcze w postaci kartonowych kołnierzy przysłaniających otwory wentylacyjne.] Internauci krytykowali usterki w funkcjonowaniu strony internetowej mistrzostw w Anaheim oraz brak transmisji on-line. Klasyfikacja medalowa 1. ChRL, 2 złote, 4 srebrne, 1 brązowy; 2. Indonezja, 2 zł., 1 sr., 1 br.; 3. USA, 1 zł.; 4. Malezja, 2 br.; 5. Dania, Korea Płd., Niemcy, Nowa Zelandia, Tajlandia, Tajpej, po 1 br. Fot. © Paweł Staręga (archwium) Janusz Rudziński |
|
| © BadmintonZone.pl | zaloguj | |