2015-06-05
Z archiwów BadmintonZone - zdarzyło się 10 lat temu
IMPRESJE PEKIŃSKIE. REKORDY SZYBKOŚCI, 5.06.2005

O wrażenia z występu w Pekinie na drużynowych mistrzostwach świata spytaliśmy Michała Łogosza (fot.).

- Tak naprawdę tylko w spotkaniu z Indiami była niewiadoma. Wcześniejsze mecze były spokojne, choć każdy z nas raz zawalił mecz. Zrobiliśmy z Hindusami 3 punkty, ale każdy mecz — no, chyba oprócz miksta — był zacięty i wszystko mogło się zdarzyć. Zwiedziliśmy cały Pekin: mieliśmy po turnieju 3 dni na oglądanie tego pięknego miasta — wspomina nasz znakomity deblista.

Bardzo pozytywną relację zdaje także Przemek Wacha:
- Czułem się bardzo dobrze. Grało się znakomicie przy tak wspaniałej publiczności w ogromnej hali, która mieściła ok. 12 tys. publiczności. Klimat był wspaniały, publiczność nie zawiodła. Bardzo się cieszymy ze zwycięstwa w 3. grupie i awansu do 2. grupy Pucharu Sudirmana. Uważam to za bardzo duży sukces polskiego badmintona, bo tak trzeba traktować znalezienie się wśród 16 najlepszych zespołów świata.

- Kibice polscy są ciekawi, gdybyście w obecnym składzie grali już teraz w grupie 2., czy bylibyście w stanie wygrać z tymi drużynami?

- Myśmy się nawet zastanawiali nad tym i powiem szczerze, że w tym roku byłoby ciężko, bo w grupie 2. była Malezja. Ale za 2 lata Malezja zagra w 1. grupie, a w grupie 2. będziemy zamiast Malezji mieli Szwecję, która spadła z grupy 1. dzięki czemu nasze szansy wzrosły i możemy wygrać tę grupę. Tak więc apetyt rośnie w miarę jedzenia. Myślę, że najtrudniejszym przeciwnikiem będzie Japonia, Holandia, Niemcy, ale wydaje mi się, że możemy wygrać — ocenia siły reprezentacji Polski nasz najlepszy singlista.

Ciekawe impresje z Pekinu opublikował znany reporter badmintonowy Raphael Sachetat. Opisał charakterystyczny moment podczas dekoracji drużyn, kiedy Peter Gade dostrzegł, że zabrakło medalu dla Jang Young Soo, Duńczyk po prostu oddał Koreańczykowi swój brązowy krążek. Na reporterze wrażenie zrobili duńscy kibice, którzy przybyli do Pekinu dość liczną grupą pod auspicjami macierzystej federacji i — ubrani w czerwono-białe stroje — głośno dopingowali swoją ekipę. Podczas ostatniego meczu grupowego (Dania — Korea) zdołali nawet porwać za sobą całe trybuny do wiwatowania wraz z nimi, tworząc imponujący chór.

Impreza stanowiła papierek lakmusowy dla przygotowań przed Igrzyskami w 2008 roku. Chodziło o sprawdzenie, czy standardy zapewnione w trakcie Pucharu Sudirmana są wystarczające w perspektywie olimpijskiego turnieju badmintona. Zdaniem Sachetata, wystąpiły utrudnienia w dostępie dla fotoreporterów, nawet niektórych działaczy IBF nie chciano wpuścić, ale ogólnie imprezę należy uznać za sukces, wzmocniony telewizyjnymi transmisjami na żywo na cały świat.

Osobny rozdział stanowiły nowoczesne pomiary prędkości uderzanej przez zawodników podczas oficjalnych meczów lotek. BWF chce rozstrzygnąć dzięki temu spór o miano najszybszego sportu rakietowego. Księga Rekordów Guinessa uznaje za najszybszą grę (w ogóle) jedną z odmian peloty, wywodzącą się z Kraju Basków Jai Alai (twarda piłka-pocisk osiąga do 302 km/godz.). W tej sytacji pomiary szybkości lotki smeczowanej podczas Sudirman Cup w Pekinie dają imponujące rezultaty (oczywiście chodzi o początkową prędkość lotki po uderzeniu):
FU Haifeng (chiński deblista) — 332 km/godz.
LEE Chong Wei (malezyjski singlista) — 331 km / godz.
ZHANG Jun (chiński miksista) — 326 km / godz.
HUANG Sui (chińska deblistka) — 267 km/godz.

Pomiary mają uzmysłowić widzom obserwującym mecze w telewizji prawdziwą szybkość gry, której nie oddaje wiernie przekaz. Podczas sierpniowych indywidualnych mistrzostw świata nieoficjalny rekord Fu Haifenga może zostać pobity. Pomiary prowadzone podczas oficjalnych zawodów lepiej też spełnią ogólne standardy niż dotychczas uznawany przez Księgę Guinessa rekord Simona Archera, ustanowiony w 1997 roku w trakcie promocyjnego testu Carltona.

Fot. © Paweł Staręga (archiwum)

pola

© BadmintonZone.pl | zaloguj