|
2015-02-04,
Warszawa
Msza w 10. rocznicę śmierci Ewy Setniewskiej
Niedawno, 26 stycznia, minęła 10. rocznica śmierci badmintonistki, śp. Ewy
Setniewskiej. W najbliższą niedzielę, 8 lutego o godz. 11 zostanie odprawiona
msza św. za Jej duszę w kościele oo. Paulinów pod wezwaniem św. Ducha (fot.) na warszawskim Nowym Mieście.
Przypomnijmy, jak zapamiętał Ewę Setniewską jej przyjaciel, Bolesław Gasiński — jeden z trzech najstarszych (obok Ryszarda Lachmana i Jerzego Milera) badmintonistów w aktualnej ewidencji zawodników Polskiego Związku Badmintona. 26 stycznia 2005 roku o godzinie 6.15 odeszła do Pana nasza koleżanka i moja najszczersza przyjaciółka Ewa Setniewska. Poznałem Ewę na hali sportowej w PZL-u (Państwowe Zakłady Lotnicze). Był to stan wojenny, rok 1982. Zaprzyjaźniliśmy się bardzo szybko. Trenowaliśmy w licznej grupie badmintona. Ewa już wtedy była świetną, wysportowaną badmintonistką. Ja wówczas nieśmiało zaczynałem odbijać lotkę. Uczyła mnie tej dyscypliny Ewa. Ewa, pracując w PZL-u, miała szerokie grono przyjaciół wśród pracowników tych zakładów. Wszyscy Ją bardzo lubili za szczerość, mądrość, sprawność fizyczną. Uwielbiała góry, narty zjazdowe i biegowe oraz rower. Sport pogłębił naszą przyjaźń. Wspólnie uprawialiśmy różne dyscypliny i turystykę. Od 1989 r. wychowywała dwójkę małych dzieci swojego brata, zastępując im zmarłą matkę. Oddała im bez reszty serce, wychowując je po chrześcijańsku. Podziwialiśmy Ją. Wstąpiła wtedy do wspólnoty katolickiej Odnowa w Duchu Świętym. Tam odnalazła swoją drogę życiową przez pogłębianie wiary w Boga. W 1998 r. została zwolniona z pracy. Bardzo to przeżyła. Pracowała w różnych miejscach, także zagranicą. Miała cel: budowanie własnego domku. Ciężko pracując, dopięła swego, nawet przez miesiąc mieszkała w nim, ciesząc się jak dziecko. Byłem świadkiem Jej radości i szczęścia, pomagałem w pracach wykończeniowych domu. Jeszcze 14 września 2004 r. byliśmy na długiej wycieczce rowerowej do Jej wsi rodzinnej Boska Wola. Byliśmy na grobie Jej Mamy, przy której teraz Ewunia spoczęła. Straszna choroba ujawniła się nagle, bo już 17 września 2004 r., na drugi dzień po powrocie z wycieczki rowerowej. Diagnoza okazał się straszna. Potem pobyt w kilku szpitalach, próby ratowania Ewy i hospicjum. Przez cały okres pobytu Ewy w szpitalach i hospicjach byłem przy Niej. Odwiedzało Ją wielu przyjaciół. Niestety, nie było ratunku dla Ewy. To był straszny czas dla Niej i dla nas. Odeszła do Pana moja najlepsza przyjaciółka. Ból i pustka. Dziękuję Ci Ewo za wszystko — Bolesław. Fot. © Janusz Rudziński pola, jr |
|
| © BadmintonZone.pl | zaloguj | |