|
2014-06-16,
Warszawa
Prezes Krajewski myli role. Komentarz
Prezes Polskiego Związku Badmintona Marek Krajewski (fot.) zwrócił się niedawno do telewidzów za pośrednictwem internetowej strony związku w taki oto sposób: "Poza tym, Ci którzy słyszeli komentarze podczas Drużynowych Mistrzostw Europy niech sobie odpowiedzą na pytanie, czy działanie przedstawicieli wymienionego portalu jest korzyścią dla dyscypliny?"
Negatywny wydźwięk całości wypowiedzi prezesa nt. portalu (czyli Badmintonzone.pl — zob. Kto szkodzi reprezentacji?) oraz osobiste wycieczki prezesa pod moim adresem podczas konferencji Finansowanie i struktura szkolenia w sporcie młodzieżowym (22.03.2014) każą wnioskować, że ocenia on działania "przedstawicieli portalu" (czyli Badmintonzone.pl) jako niekorzystne dla dyscypliny (czyli badmintona), a jego pytanie jest retoryczne. Prezes ma prawo nie zgadzać się z moją opinią na temat niewysłania polskiej reprezentacji męskiej na drużynowe mistrzostwa Europy (por. Eurosport 2 i mistrzostwa, w których Polacy mogli mieć medal) i z moją krytyką niektórych poczynań kierownictwa PZBad. W jego wypowiedzi niepokoi co innego. Sugeruje ona bowiem, że komentarze dziennikarskie powinny być nastawione na "korzyść dla dyscypliny" (co gorsza w praktyce rozumiana jako chwalenie decyzji władz związku, choćby były tak bezsensowne jak niewysłanie reprezentacji mającej w danych okolicznościach warunki ku temu, aby zdobyć medal, może nawet srebrny). Poprzednik prezesa Krajewskiego — Michał Mirowski — też spotykał się z krytyką (niekiedy bardzo ostrą) swoich poczynań ze strony Badmintonzone.pl i też był z niej niezadowolony. Prezesi z reguły "tak mają". Ale reagował mniej nerwowo i nie sugerował, że Badmintonzone.pl szkodzi polskiemu badmintonowi. Prezes Krajewski oświadczył na wspomnianej konferencji, że "ma w domu telewizor". W takim razie powinien wiedzieć, że zostałem zaproszony do współkomentowania transmisji z mistrzostw naszego kontynentu w Eurosport 2 jako przedstawiciel Badmintonzone.pl, czyli dziennikarz, a nie jako rzecznik prasowy PZBad (którym nie jestem i nie byłem). Zatem nie jest moja rolą w komentarzach nieuzasadnione zachwalanie działań władz PZBad i dbanie o ich wizerunek. Moją rolą jest mówienie prawdy i nie dezinformowanie słuchaczy transmisji, którzy nie rozumieją, czemu nie mogą obejrzeć w akcji naszych badmintonistów. Ze względu na to, że kierownictwo PZBad od dawna wykazuje się ignorancją w dziedzinie PR (zob. np. Zmiana personalna w kierownictwie PZBad), podpowiem mu coś jeszcze. Otóż nawet rzecznik prasowy nie powinien dezinformować. Ale nie musiałby przynajmniej wyjawiać samokrytycznie wszystkich grzechów władz PZBad. Natomiast serwis Badmintonzone.pl stara się — na ile potrafi — w pełni informować swoich czytelników. Nie był, nie jest i nie będzie tubą propagandową prezesa. Fot. © Marcin Wisiorowski (archiwum) Janusz Rudziński |
|
| © BadmintonZone.pl | zaloguj | |