2018-07-30
Z archiwów BadmintonZone - zdarzyło się 10 lat temu
W MIKŚCIE JAK W MAŁŻEŃSTWIE, CZYLI GRAJĄC Z KOBIETĄ...

30.07.2008. Środowy "Dziennik" zamieścił dość obszerny tekst poświęcony "jednej z naszych nadziei olimpijskich na medal", czyli parze mieszanej: Nadieżda Kostiuczyk (fot.), Robert Mateusiak.
Autor, Wojciech Osiński, najwięcej uwagi poświęca Nadii. Opowiada o jej karierze, wysłuchuje zwierzeń.

O osiedleniu się na stałe w Polsce Nadia mówi: — To była dla mnie najtrudniejsza decyzja w życiu. Postanowiłam jednak postawić wszystko na jedną kartę i po skończeniu średniej szkoły opuściłam rodzinny dom (w Brześciu na Białorusi — przyp. red.).

Wówczas nastąpił trudny okres w życiu młodziutkiej Nadii. — Strasznie tęskniłam za domem, często nie wiedziałam, jak się zachować w różnych sytuacjach. Do tego doszła jeszcze kontuzja (...). Czułam się fatalnie — wspomina badmintonistka, która już po roku dostała polskie obywatelstwo.

W tym czasie mieszkała w Słupsku u trenerki, Klaudii Majorowej, która traktowała ją jak córkę. — Kiedy było trzeba, przytulałam. Jak chciała zrobić remont w pokoju, pomagałam. Ona też mi dużo pomagała w domu, a moja córka traktowała ją jak starszą siostrę — opowiada Majorowa. — Te niemal rodzinne relacje zmieniły się kilka lat temu, kiedy Kostiuczyk podpisała petycję kadrowiczów o zwolnienie Majorowej. — Myślę, że zrobiła to pod presją, ale od tamtej pory nasze stosunki się ochłodziły — przyznaje trenerka.

Możemy tu przypomnieć, że ten ówczesny konflikt pomiędzy zawodnikami a związkiem miał swoje odbicie w materiałach publikowanych w naszym serwisie (zob. np. w archiwum: Wypowiedź prezesa PZBad zszokowała gwiazdy polskiego badmintona, 21.01.2007).

W każdym razie Majorowa chwali reporterowi "Dziennika" Nadię: - To wzór pracowitości, prawdziwa profesjonalistka.

Ceni ją sobie również boiskowy partner, który opisuje współpracę na płaszczyźnie psychologicznej: - Jesteśmy zawzięci, zadziorni i ambitni. Nadia jest najlepsza w Polsce, ale czasem podczas gry robi błędy jak każdy. Grając z kobietą, trzeba mieć do niej odpowiednie podejście. Wiedzieć, kiedy można krzyknąć, a kiedy raczej ugryźć się w język — tłumaczy Mateusiak.

Od strony kobiety wygląda to następująco: - Nie powiem, że nasz "związek" jest bezkonfliktowy. Czasem się ostro kłócimy o jakieś błędy, przegrane punkty. Robert jest wybuchowy, a ja nie pozostaję dłużna. W mikście jest jak w małżeństwie, trzeba iść na kompromis. Ale nigdy jeszcze nie zdarzyło się tak, żebyśmy chcieli zakończyć współpracę — uśmiecha się zawodniczka.

W ciekawej publikacji "Dziennika" można też znaleźć malowniczy opis treningu w warszawskim centralnym ośrodku PZBad przy ul. Hawajskiej. W hali (...) jest strasznie gorąco. Wystarczy postać chwilę na balkonie dla widowni, a człowiek już zaczyna ociekać potem. A co dopiero mają powiedzieć badmintoniści, którzy raz po raz z całej siły uderzają lotkę, nadając jej prędkość ponad 300 km/h. Jedną z ćwiczących jest 24-letnia blondynka Nadia. Inni kadrowicze krzyczą, co chwilę któremuś wymyka się nieparlamentarny okrzyk. Ale nie Nadii, która w skupieniu wykonuje wszystkie ćwiczenia.

Fot. © BadmintonPhoto.com (archiwum)

jr

© BadmintonZone.pl | zaloguj